Blaski i cienie rewolucyjnego anarchizmu


I.
W czerwcu 1905 r. w Chicago odbył się zjazd 203 delegatów reprezentujących 43 organizacje robotnicze, zbuntowane przeciw Amerykańskiej Federacji Pracy (AFL). Na zjeździe tym utworzona została nowa organizacja: Industrial Workers of the World – Przemysłowi Robotnicy Świata.

IWW stawiała sobie za cel zjednoczenie całej klasy robotniczej, a więc również robotników niewykwalifikowanych, pozostających poza cechowymi strukturami Federacji. W skład AFL wchodziły związki skupiające wykwalifikowanych pracowników jednego zawodu, a więc w jednym zakładzie działały odrębne organizacje np. ślusarzy, kierowców, urzędników. „Wobblies” przeciwstawili temu hasło „One Big Union” („Jeden Wielki Związek”), by zjednoczyć wszystkich robotników w jednej organizacji (można zauważyć, że wykorzystała ten model polska „Solidarność” w 1980 r., wprowadzając strukturę terytorialną zamiast branżowej).

Jedność klasowa oznaczała również otwarcie szeregów dla imigrantów i czarnych. Była to nowość, gdyż nie tylko ówczesny ruch związkowy protestował przeciw importowi siły roboczej jako czynnikowi obniżającemu płace w interesie kapitalistów; nawet Partia Socjalistyczna przyjęła w 1910 r. rezolucję aprobującą zakaz masowej imigracji. Struktura oparta na więzi produkcyjnej pozwoliła „industrialistom” skupić w swych szeregach tysięczne rzesze proletariatu – głównie robotników wędrownych i sezonowych na Zachodzie a niewykwalifikowanych na Wschodzie: rolnych, portowych, budowlanych, drwali, włókniarzy...

Początkowo IWW reprezentował jednolity front całej lewicy, ale przełomowe znaczenie miał IV zjazd we wrześniu 1908 r. Usunięto wtedy zwolenników socjalisty DeLeona (którzy utworzyli konkurencyjny Międzynarodowy Związek Robotniczy) i pod wpływem działaczy z Chicago (Haywood i Saint-John) odrzucono metody walki politycznej. Wzorując się na rewolucyjnym syndykalizmie Francji i Hiszpanii za jedyne środki działania uznano akcję bezpośrednią, tj. sabotaż i strajk. William Haywood mówił: „Wszystko, co robotnicy powinni czynić – to trzymać ręce w kieszeniach, a klasa kapitalistów zostanie zmieciona”. I dodawał: „strajk powszechny doprowadzi do wielkiej rewolucji, która wyzwoli klasę robotniczą”. Inny działacz, Trautmann, w ogóle negował potrzebę istnienia politycznej partii proletariatu.

Wierny swej syndykalistycznej ideologii związek przeprowadził szereg bojowych strajków takich jak strajk w fabrykach Trustu Stalowego w McKees Rocks w lipcu 1909 r. (4000 robotników 16 narodowości) czy wielki strajk włókniarzy w Lawrence w 1912 r. IWW znane było także z kampanii walki o wolność słowa, prowadzonych w latach 1909-1912 (w samym tylko miasteczku Spokane aresztowano 500 agitatorów!). Bodaj jako pierwsi „Wobblies” sięgnęli po „kulturę masową” jako środek propagandy – jednym z ich najbardziej znanych działaczy był słynny piosenkarz folkowy Joe Hill.

Po kilku latach dynamicznego rozwoju nadeszło jednak załamanie. Przyczyn było kilka. Nie ostatnią z nich były represje, jakie nastąpiły w okresie antykomunistycznej paniki po I wojnie światowej – w ramach tzw. Rajdów Palmera aresztowano setki radykałów, wśród nich wielu Wobblies (Haywood został w 1917 r. skazany na dwadzieścia lat więzienia za propagandę antywojenną). Inni, zafascynowani rewolucją rosyjską, porzucili swe dawne syndykalistyczne poglądy i pod komendą komunistów przeszli do AFL, by tam działać. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że sam Haywood w 1921 r. wyjechał do Moskwy.

Nie to wszakże było najważniejsze. Sytuacja świata pracy USA w czasie wojny bardzo się poprawiła: bezrobocie spadło do nienotowanego wcześniej poziomu, robotnicy wywalczyli ośmiogodzinny dzień pracy oraz zrównanie płac mężczyzn i kobiet. Z drugiej zaś strony krwawe zamieszki rasowe w St. Louis (1917) i Chicago (1919) ujawniły przepaść dzielącą białych i czarnych robotników. Tak czy owak od początku lat 20. potężny niegdyś związek nie ma już większego znaczenia.

IWW działa jednak dalej, choć przez krytyków określany jest jako „Joe Hill Memorial” – garstka weteranów żyjących nostalgią za dawną świetnością. W kręgach anarchistycznych zarzuca im się też niemodny industrializm i klasizm, ba – nawet męski szowinizm („machismo”). Podejmowane są próby zmiany tej opinii. W 1989 r. aktywistka Earth First! Judi Bari zorganizowała w Północnej Kalifornii tzw. Lokal nr 1 IWW, by stworzyć sojusz między ekologistami i drwalami - robotnikom wyjaśniono, że szybkie wycięcie lasów pozbawi ich pracy. W trzy lata później „Wobblies” podjęli się budowy homoseksualnego ruchu robotniczego w San Francisco, przyjmując w swe szeregi pięciu pracowników gejowskiego baru „End Up” i uświadamiając ich co do niedopuszczalności wyzysku gejów przez gejów w imię „wspólnoty”. Trwają też próby organizowania pracowników szarej strefy, np. hodowców marihuany. Wobblies odrzucają tradycyjne strajki na rzecz tzw. „polskich” (okupacyjnych), propagują też inne formy akcji bezpośredniej takie jak „dwuwładza” tj. ignorowanie szefów (przypomina to „strajk czynny”, wykoncypowany przez „Solidarność” w 1981 r.). Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że w 1993 r. związek liczył zaledwie ok.. 500 członków, głównie w USA i Kanadzie, ale też w Australii, Europie i Japonii. IWW działa jako związek zawodowy i organizacja polityczna równocześnie; jego autonomiczne grupy same decydują w jaki sposób walczyć o „zniesienie systemu pracy najemnej” na swoim terenie.

Wspomnijmy o jeszcze jednej organizacji anarchosyndykalistycznej w USA – jest nią Workers Solidarity Alliance czyli Sojusz Solidarności Robotniczej. WSA wyrosła z kierowanego przez Toma Wetzela na początku lat 80. ugrupowania Workers Emacipation, skupionego wokół pisma „Ideas and Action”. Działa tylko jako grupa prowadząca propagandę na rzecz International Workers Association (międzynarodówki anarchosyndykalistycznej, do której należy m.in. hiszpańska CNT).

II.
Odrodzenie amerykańskiego anarchizmu nastąpiło na fali studenckiego protestu lat 60. Bezpośredni impuls dał ruch hippiesów, z którego wyrosła tzw. Youth International Party – Międzynarodowa Partia Młodzieży. YIP została założona w 1968 r. przez Abbie Hoffmanna (autora książki „Rewolucja dla draki”), Jerry Rubina, Marshalla Blooma, Paula Krassnera i Allena Ginsberga pod hasłem „wprowadzenia polityki Ecstasy” (idzie o narkotyk). Choć okazali się efemerydą (większość yippies przeszła niebawem na pozycje konformistyczne, np. Rubin został konsultantem do spraw zarządzania), to zainspirowali inne ruchy.

Należy do nich również coraz modniejszy libertarianizm, który zrodził się z rozłamu w Young Americans for Freedom (Młodzi Amerykanie na rzecz Wolności – taką nazwę nosiła konserwatywna młodzieżówka Partii Republikańskiej). Po konwencji w St. Louis w 1969 r. dołączyli do tych przeciwników interwencjonistycznej polityki zagranicznej ludzie tacy jak Karl Hess (doradca ultrakonserwatywnego polityka Barry’ego Goldwatera) i w grudniu 1971 r. założona została US Libertarian Party.

Podobny wpływ anarchizm wywierał na marksistowską lewicę. Przykładem może tu Revolutionary Socialist League (Rewolucyjna Liga Socjalistyczna: m.in. William Folk, Chris Hudson, Bruce Kala, Ron Taber), utworzona w 1973 r. Początkowo odwołują się oni do tradycji trockizmu, choć uważają ustrój ZSRR za państwowy kapitalizm (a nie za „zdegenerowane państwo robotnicze”, jak twierdził sam Trocki). Od początku jednak zwracają uwagę na tak „niemarksistowskie” kwestie jak np. wyzwolenie gejów i u progu lat 80. RSL przestaje uważać się za organizację trockistowską. Kolejnym etapem ewolucji stało się porzucenie leninizmu na rzecz „wolnościowego socjalizmu” na VII Konwencji w 1986 r. (podobną ewolucję przeszła też np. lewicowo-komunistyczna grupa Fomento Obrero Revolucionario – Organizing Committee in the United States). W październiku 1989 r. ukazuje się ostatni numer pisma RSL „The Torch”.

W miejsce „The Torch” pojawia się jednak „Love & Rage”. Ten „rewolucyjny miesięcznik anarchistyczny” powstał jako wspólne przedsięwzięcie dawnego RSL oraz kierowanej przez Chrisa Daya Rewolucyjnej Anarchistycznej Ligi Kręglarskiej (Revolutionary Anarchist Bowling League) z Minneapolis; o jego powstaniu zadecydowały konferencje w Toronto (1988) i w San Francisco (1989).

Wokół miesięcznika powstała sieć grup anarchistycznych z całego kontynentu, tzw. L&R Network. W jej skład weszły z terenu USA grupy z Minneapolis (m.in. Youth Greens i znany w Polsce zine „Profane Existence”), Nowego Jorku (Autonomous Anarchist Action), Chicago (Revolutionary Group X), Cincinnati (Cincinnati Autonomous Collective), Birmingham (Anarchist Action Network), Rapid City (Liberate The Obsessed), New Jersey (Patterson Anarchist Collective), Tacoma („Bayou La Rose”), Atlanta (L&R Supporters), (Whittier United Anarchist Front), La Jolla (Germinal), a także komórki Anarchist Youth Federation w New York, San Diego i Miami. Zasięg działania Sieci obejmował wszystkie kraje NAFTA, a więc także Meksyk (Ediciones Antorcha i Colectivo Cambio Radical) i Kanadę: Vancouver (Friends of Durrutti), Ottawa (Outaouais Outrage i Autonomous Green Action), Toronto (Ecomedia), Kingston (Automous Elements), Hamilton (Arm The Spirit)... Kontakty z L&R utrzymywały też pojedyncze grupy z Argentyny (Grupo Impulso Autogestionario), Chile (Red @ de Estudiantes i Grupo Accion Libertaria) i Peru.

Uczestnicy sieci spotykali się na corocznym zjeździe (brało w nich udział kilkuset anarchistów, choć np. w San Diego – 75), określając ideowe pryncypia i kierunki działania. Wybierali wtedy 10-osobową Grupę Koordynującą, która podejmowała decyzje wydawnicze i związane z realizowanymi projektami. Działalnością L&R Network kierował „ułatwiacz” (facilitator), odpowiedzialny za koordynację działań bieżących, tj. przede wszystkim pracy Grup Produkcyjnych, redagujących w Nowym Jorku i Ciudad Mexico miesięcznik i jego hiszpańskojęzyczną wersję, oraz „Discussion Bulletin” wydawany w Minneapolis. Nad całością czuwa Rada Sieci, tworzona przez delegatów z grup uczestniczących. Działalność L&R Network to – oprócz wydawania gazety – także organizowanie anarchistycznych kontyngentów na demonstracje, wspieranie więźniów i akcje takie jak Letni Projekt Antyrasistowski.

Ideologię L&R można określić jako lewicowy anarchizm, gdyż – w odróżnieniu od np. libertarianizmu – nie ogranicza się ona do walki z państwem, ale dąży do „obalenia wszystkich form autorytarnych stosunków społecznych”. Tak zresztą klasyfikowali się sami działacze Miłości i Gniewu; Wayne Price w artykule „Revolutionary Anarchism: Part of the Left?” określił swój ruch jako „skrajną, rewolucyjną lewicę lewicy”. Celem miało być „stworzenie społeczeństwa opartego na współpracy, solidarności i wzajemnej pomocy”. Drogą do tego – zorganizowanie jednolitego frontu wszystkich grup uciskanych. L&R deklarowała się więc jako ruch „Rewolucyjny... Ekoanarchistyczny... Antypaństwowy... Antykapitalistyczny... Antyrasistowski... Antyimperialistyczny... Antyseksistowski... Wspierający wyzwolenie gejów... Wrogi dyskryminacji ze względu na wiek...” (odnośnie ostatniego punktu zauważmy, że deklaracja Sieci zwracała uwagę na problemy ludzi starych, ale w praktyce cała działalność odnosiła się do młodzieży). Włączała się we wszelkie ruchy protestu: strajki (choć nie one były najważniejsze), ochronę przyrody, prawa zwierząt, antyfaszyzm, feminizm, prawo do aborcji, walka z dyskryminacją rasową, legalizacja imigracji, przeciwdziałanie AIDS, samostanowienie różnych mniejszości rasowych i etnicznych (co ciekawe – nie tylko Afroamerykanów i Indian, ale też Francuzów z Quebecu). Taktyka L&R polegała na „rewolucjonizowaniu” tych ruchów, np. krytykowano feministki, że walczą o prawo do służby wojskowej, zamiast domagać się zniesienia armii. Potępiano homoseksualistów za koncentrowanie się na swoich sprawach; zarazem K. Small demaskował homofobię niektórych odłamów lewicy a zarazem zwalczał infiltrację radykalnej prawicy („Gaie France Magazine”) w środowisku gejowskim.

Tak szerokie zakreślenie celów rodziło jednak wiele problemów. Jednym z nich były wzajemne animozje między uciskanymi mniejszościami, takie jak np. antysemityzm, homofobia i machismo rozpowszechnione wśród Afroamerykanów (znalazło to swój wyraz np. w krytyce poglądów afroamerykańskiego profesora Jeffriesa, głoszącego odpowiedzialność Żydów za niewolnictwo czarnych, czy recenzji płyty Public Enemy). Innego rodzaju kontrowersje wywoływały te hasła ruchów mniejszościowych, które postrzegane były przez niektórych anarchistów jako sprzeczne z ideałami wolnościowymi. Tak oceniano np. prowadzoną przez feministki kampanię antypornograficzną (w „L&R” można było przeczytać: „ruch anarchistyczny, który nie zwalcza przemysłu pornograficznego, nie jest prawdziwym ruchem anarchistycznym”). Inną sporną kwestią było poparcie udzielane przez L&R ruchom narodowowyzwoleńczym. Bob McGlynn napisał nawet artykuł „Anarchism vs. Anti-imperialism”, natomiast Wayne Price odpowiadał: „Oczywiście ludy Wietnamu, Kambodży i Laosu zapłaciły wysoką cenę zarówno wobec amerykańskich agresorów jak i rodzimych leninowskich dyktatur. Ale świat stał się trochę lepszy dzięki temu, że Wietnamczycy wygrali...” Antyimperialistyczne zaangażowanie L&R było zresztą atakowane z różnych stron. Gdy Christopher Day wystąpił przeciw wojnie Irakiem, Eric Jacobson, anarchista żydowskiego pochodzenia tropiący w środowisku wolnościowym wszelkie przejawy realnego czy wyimaginowanego antysemityzmu, oskarżył go o wrogość wobec Żydów i zażądał jego ustąpienia.

Krytykowano wreszcie L&R za stawanie w jednym froncie z ugrupowaniami marksistowsko-leninowskimi (i hasła takie jak „Solidarność z Kubą – nie z Castro”). Celowali w tym bezwzględnie wrodzy komunizmowi anarchoindywidualiści z „Anarchy” i anarchoprymitywiści z „Fifth Estate” (którzy już w 1990 r. określili L&R jako „leninizm bez Lenina”). Na łamach pierwszego Michael William miażdżył maoistów wykazując identyczność komunizmu i faszyzmu, w drugim Bob McGlynn pisał („Boot The Leftists”): „Dlaczego dopuszczamy lewicowych autorytarystów pomiędzy nas, skoro nigdy nie zapraszamy prawicowych? (...) Dla anarchistów współpraca z partiami lewicowymi jest niewyobrażalną hipokryzją”. Oczywiście L&R nie była „komunistyczną agenturą” i mocno podkreślała swój krytycyzm wobec marksistowskiej lewicy określając ją jako „wygodną, elitarną, burżuazyjną i rasistowską”. Czasem było to wręcz zabawne: w jednym z numerów opisano atak członków Workers World Party (wg anarchistów „hołdująca przemocy sekta stalinowska”, oczywiście „rasistowska” i „homofobiczna”), tymczasem na ilustrującym to zdjęciu bita anarchistka okazuje się być biała, a bijący ją bojówkarz WWP – czarny.

Mimo wysiłków L&R nie udało się wyjść poza anarchistyczne getto. Jak zauważono na zjeździe anarchistów w 1993 r., przeciętny uczestnik był białym, mówiącym po angielsku mężczyzną z klasy średniej, w wieku dwudziestu kilku lat. W łonie ruchu i tak jednak dochodziło do podziałów ze względu na wiek czy pochodzenie klasowe. „Młodzi” zarzucali „starym” stosowanie ideologicznego żargonu i zbyt wysokie wymagania: „(...) członkowie Grupy Produkcyjnej wymagali poświęcenia swego życia dla L&R, czasem spędzając 24 godziny na dobę w biurze i wdając się w poważne personalne dyskusje” (Liz Highleyman). Aktywiści tworzący trzon ugrupowania mieli za złe uczestnikom, że aktywność wielu z nich ogranicza się do udziału w zjeździe, gdzie podejmują decyzje, ale potem w żaden sposób nie przyczyniają się do ich realizacji.

W 1992 r. na konferencji w Atlancie zderzają się dwie wizje organizacji. Część działaczy (m.in. Todd Prane) proponuje sformalizowane członkostwo i strukturę; chcą oni organizacji z jasno określonymi celami i strategią działania. Inni (np. Tommy Lawless) wolą oddolną zdecentralizowaną sieć, która wspiera lokalne inicjatywy, usprawnia komunikację między anarchistami i rozpowszechnia informacje o anarchizmie. Towarzyszą temu spory na temat strategii: bojowy aktywizm czy tworzenie kontr-instytucji (a więc samopomoc i autonomia społeczności).

Wreszcie w lipcu 1993 r. na zjeździe w San Diego L&R Network „imploduje”: na jego miejsce powstaje sformalizowana Love & Rage Revolutionary Anarchist Federation, natomiast dysydenci pozostają w ramach luźnej sieci, koordynowanej przez Baklava Collective.


Jarosław Tomasiewicz


<< powrót