Movimento Sem Terra.
Brazylijski Ruch Rolników bez Ziemi



W 1997r. setki tysięcy rolników bez ziemi połączyły się i zajęły ponad dwieście parceli nieużywanej ziemi w Brazylii. Co więcej, 140 tysięcy rodzin odzyskało ziemię dzięki bezpośrednim działaniom przez ostatnie 10 lat. W opinii Noam’a Chomskiego jest to obecnie najpotężniejszy ruch społeczny na świecie. Ponad 90 % Brazylijczyków zgadza się z tym co robi Movimento Sem Terra (MST). Teraz celem są miasta i centra władzy. Oto co się o nich dowiedzieliśmy ...

MST to ruch łączący wydziedziczonych Brazylijczyków, tych których pozbawiła ziemi mechanizacja i uprzemysłowienie rolnictwa, robotników najemnych, tych którzy powrócili z Amazonii biedniejsi niż tam pojechali. MST wzywa do bezpośrednich działań w celu odzyskania w celu odzyskania nieużywanej ziemi od wielkich posiadaczy i korporacji by oddać ją biednym. Wielkie rzesze politycznie aktywnych ludzi przejmują więc kontrolę nad własnym życiem. Nie pytają o pozwolenie rządu, ale biorą to czego potrzebują od tych których przywileje są i tak za duże. Utworzyli małe wspólnoty spółdzielcze, które produkują to czego im potrzeba. Robią to na własnych warunkach. Działania ich mają formę bezpośredniego zajmowania ziemi, marszów, zajmowania biur, blokowania autostrad i strajków głodowych. Ich celem jest to do czego zmierza europejska radykalna myśl ekologiczna – zdecentralizowany masowy ruch społeczny, który przeciwstawi się kapitałowi i państwu oraz pozwoli biednym przejąć kontrolę (w tym wypadku wspólnie uprawiać ziemię w małych autonomicznych wspólnotach).

ZIEMIA DLA WSZYSTKICH. I TO ZARAZ!

Ci, którzy mówią nie migracji ludzi do miast, wydziedziczaniu ludzi z ziemi zajmowanej przez wielkie metropolie zbierają się przy drogach. Większość z nich musi przeżyć z pracy najemnej zarabiając mniej niż płaca minimalna w Brazylii czyli około 70 funtów miesięcznie. Ceny żywności zaś są porównywalne z tymi z Anglii. Otaczają ich nieużytki, na których nie można znaleźć pracy, są zapomnianymi ludźmi.

Jak mówi Sebastiano, znany dziennikarz: „Brakuje wszystkiego: wody, jedzenia, szkół dla dzieci, opieki medycznej etc. W dodatku ludzie żyją w poczuciu zagrożenia ze strony jegun coes, karabinierów najmowanych przez właścicieli majątków, którzy obawiają się utraty swoich nieużytków. Sytuacja jest więc tutaj gorsza niż w obozach uchodźców w Afryce. Ludzie ci nie mogą bowiem liczyć na żadną ochronę ze strony władz, nie zwraca na nich uwagi międzynarodowa opinie publiczna, ONZ ani jakiekolwiek organizacje humanitarne.” Jednak wszystko to wydaje się nie mieć znaczenia wobec wspólnej tym ludziom żywej nadziei posiadania ziemi.

Kiedy zbiera się wystarczająco liczna grupa ustalane są dokładne plany zajęcia ziemi. Przykładem może być przejęcie w kwietniu 1996r. 205 090 akrowej plantacji Giacomete. Ciemną nocą ponad 12 tysięcy ludzi w ciszy przebywa 13,5 mili w wiadomym sobie celu. Armia uzbrojona w kosy i widły szuka bardziej dogodnego życia. Każdy z nich wie, że nie ma odwrotu. Przed nimi niski płot, a za nim najemna armia o nieznanych rozmiarach. A na wietrze faluje czerwona flaga Sem Terra, ktoś krzyczy: „Reforma agrarna dla wszystkich!”. puszczają zamki w bramach, przelewa się ludzka rzeka i nie ma odwrotu.

Gdyby doszedł do skutku, plan zajęcia Giacomete dałby środki do życia 4 tysiącom rodzin co równa się 8 tysiącom miejsc pracy. Pozostają jeszcze kwestie prawne. Zgodnie z konstytucja Brazylii, nieużytki mogą być zajęte przez państwo. Narodowy Instytut Reformy Agrarnej sprawdza najpierw czy zajęta ziemia była rzeczywiście nieużytkiem. Następnie sędziowie podejmują decyzję o losie ziemi. W końcu były właściciel otrzymuje odszkodowanie i ziemia przechodzi na biednych farmerów.

Odwiedzając Giacomete 4 miesiące później zamiast chaosu ujrzałem spokój, który graniczył prawie z nudą. Przed moimi oczami ukazały się rzędy czarnych plastikowych domków, a nad każdym unosił się dym z pieca, na którym gotowano kolejny skąpy posiłek z ryżu i fasoli. Nawet po kilku dniach nie spotkałem żadnego z typowych – według prasy zachodniej – elementów życia Trzeciego Świata: nie było tam pijaków, ogromnych śmietników, ścieków, prostytutek czy handlarzy narkotyków. Większość spędzała czas wolny na grze w piłkę, karty, pogawędkach czy ćwiczeniu samoobrony. Nie zapominając oczywiście o uczestniczeniu w spotkaniach.

Cały obóz rządzony jest na zasadzie bezpośrednich spotkań członków wspólnoty. Każda rodzina należy do grupy 30 innych rodzin. Wszystkie problemy omawiane są na regularnych spotkaniach. Poza tym każda grupa posiada koordynatora, który zajmuje się problemami kobiet i dzieci, bezpieczeństwa, zdrowia etc. Koordynatorzy każdej z 92 grup omawiają te problemy na wspólnych spotkaniach. Głównym problemem jest oczywiście nędza. Nie znajdzie się bowiem pracy na polu dla 12 tysięcy ludzi. Wie o tym rząd i opiera na tym swoją taktykę. Jeżeli farmerzy nie będą mogli znaleźć środków do życia, powoli będą opuszczać wspólnotę. Wiedząc to, rząd ignoruje te problemy. Skutkiem tego w ciągu 4 miesięcy z głodu, zimna czy choroby umiera 12 dzieci.

Życie obozowe przebiega w stylu D.I.Y. (Zrób – To – Sam). Nikt nie ma ziemi i każdy jej pragnie, z wyjątkiem tych, którzy sprzedają w sklepach po najniższych możliwie cenach. Zarówno szkoły jak i farmacja prowadzone są przez wydziedziczonych. Najbardziej skandalicznym aspektem życia obozowego jest fakt, że nie ma tam stałego lekarza. Państwo zapewnia jedynie mini ambulans by przewieść najbardziej chorych do szpitala.

W każdym przypadku decyzja o przekazaniu ziemi bezdomnym zależy wyłącznie od sędziego. Jeżeli jest ona odmowna, wysyłane są oddziały policji zbrojnej. Np. w Corumbiara w stanie Rondonia 600 rodzin zostało zaatakowanych przez oddziały policji o 3 nad ranem 9 sierpnia 1995r. Obrona trwała całą noc. Jednak o świcie policjanci wspierani przez najemnych morderców zajęli obóz podpalając przy tym domy. Zginęło 10 farmerów i 2 policjantów. Policja twierdziła, że działała w samoobronie. Jednak fakt, że jedna z ofiar była siedmioletnia dziewczynka zastrzelona z bliskiej odległości w plecy mówi sam za siebie.

RUCH POLITYCZNY SEM TERRA

Ruch Sem Terra zrodził się w 1984r. z kilku tysięcy nie powiązanych land – squats (zajętych kawałków ziemi). W 1985r. MST zorganizowało 35 osad mobilizując około 10 500 rodzin. 10 lat później 30476 rodzin zajmowało już 146 obszary ziemi. Do roku 1997 ponad 40 000 rodzin żyło na 200 obszarach nielegalnie zajętej ziemi. Poza tym 140 000 rodzin zajęło ziemię poprzez bezpośrednie działania. Jak to wszystko stało się możliwe mając na uwadze 1636 morderstw między 1964 a 1995 rokiem z wyrokami więzienia jedynie w dwóch przypadkach?

MST określa się jako:1. Społeczny ruch rolników bez ziemi 2. Ruch ludowy tj. organizacja oparta na działaniu ludzi dla ludzi 3. Ruch polityczny – nie chodzi tu jednak o partię polityczną, ale zaangażowanie w radykalny plan społecznych zmian. Nic więc dziwnego, że MST zadziwiło lewicę a prawica nazywa ich komunistami.

Struktura polityczna jest całkiem prosta. Nie istnieje nic takiego jak „członkostwo”. Po prostu ci, którzy są bez ziemi i robią cos w tym kierunku należą do MST. Wszystko jest zdecentralizowane i to jest sekret całego sukcesu sprawy. Jedynym scentralizowanym elementem jest linia polityczna 20 aktywistów z 15 obozów stworzona w celu nadania Sem Terra ogólnonarodowego wydźwięku. Przemyślną cecha tej struktury jest fakt, że tylko 5 z tych nazwisk zna opinia publiczna. Tak wiec nawet gdyby wszyscy z nich zostali zamordowani nic się w działaniu MST nie zachwieje. Co więcej, mając 5 nazwisk media nie skupiają się na jednej osobie.

Zaczynając od dołu, każda rodzina tworzy grupę wraz z innymi rodzinami. Grupy takie tworzą niezależny, autonomiczny obóz. Podobne niezależne obozy współdziałają razem w skali państwa. To umożliwia mobilizacje tysięcy i jednoczy tych, którzy zdobyli ziemię z tymi, którym się to jeszcze nie udało.

MST zaczęło od rozpowszechniania sloganu „Bez reformy ziemi nie ma demokracji”. W 1985 roku powstał slogan „Zajmowanie to jedyne rozwiązanie”. Dwa lata później uformowało się hasło „Zajmuj, przeciwstawiaj się, produkuj.” Kluczowym słowem jest tutaj słowo „produkuj”. Przejście od etapu głodującego chłopa do farmera było trudne do osiągnięcia. Konieczne było zainwestowanie czasu i energii by zatrzymać na ziemi tych, którzy ja zajęli.

Rolnictwo kooperatywne było rozwiązaniem zapewniającym wysoką metodę produkcji. Żywność produkowana na fermach komunalnych była pakowana i wysyłana do sklepów. Można teraz kupić ryż i fasolę w opakowaniu na którym pisze: „REFORMA ZIEMI I TO ZARAZ”. Następnym genialnym posunięciem było zrzeszenie przetwórców w jednej organizacji „Confederacao das Cooperativas de Reform Agraria do Brasil”, przeciwstawiając się w ten sposób wielkim korporacjom. MST pobiera 2 % podatku od wszystkiego co farmerzy sprzedają, w ten sposób zapewniając sobie uzyskiwanie nowej ziemi, sprzedawanie więcej żywności a także wspomaganie tych bez ziemi.

W 1995r. powstał nowy slogan „Reforma agrarna to sprawa nas wszystkich”. sens tego hasła to uświadomienie ludziom, że podobne problemy odnoszą się również do miast.

MST spotyka się co 2 lata na 200 osobowych „Spotkaniach Narodowych” i co 5 lat na „Narodowym Kongresie”. Na ostatnim z nich zebrało się 5000 osób, w tym 20 grup rolników z innych krajów. Informacje przekazywane są przez miesięcznik „Journal dos Sem Terra”

SEM TERRA W DZIAŁANIU

Najbardziej spektakularną akcja był marsz 120 000 ludzi na stolicę Brazylii, Brasilię, w kwietniu 1997r. farmerzy szli ze strony północno wschodniej, południowej jak również z obszaru Sao Paulo przez 6 tygodni. Kiedy zasięg marszu stał się widoczny, w stolicy ogłoszono święto. Wszyscy opuszczali domy by połączyć się z tymi, których zwykle określa się „vagabundos”. Przewodniczący Senatu, Sądu Najwyższego i Prezydent Republiki także witali marsz. Takie zamieszanie spowodowało MST. Rząd obiecał środki na przyśpieszenie reformy ziemi, a Bank Światowy obiecał pożyczki.

Pieniądze to nie cały problem. Osiedlanie 2 milionów ludzi przez 4 lata kosztowałoby 20 bilionów dolarów. To dużo. Jednak w 1995r. rząd brazylijski wydał 12 bilionów dolarów na ratowanie prywatnych przedsiębiorstw i banków. Sem Terra nie potrzeba żadnych liczb. Morderstwa dalej mają miejsce. Reforma ziemi na szerszą skalę to pobożne życzenie. Politycy są pozornie grzeczni bo wszyscy ich obserwują. Po cichu jednak knują spisek przeciwko MST. Jak powiedział anonimowy aktywista: „Uwierzymy im kiedy wprowadzą swe obietnice w życie. Cały czas jesteśmy oszukiwani. Jak na razie wszystko to tylko polityka telewizji i cmentarzy.”

MST zaczęło od pisania petycji (i ciągle zastanawia się czy jest to wystarczająco efektywne). W 1987r. zebrano 1 600 000 podpisów wzywających do reformy ziemi. W 1996r. po podjęciu decyzji skoncentrowania się na miastach, ponad 2 000 wydziedziczonych farmerów zablokowało autostrady Sao Paulo. Po kilku minutach przestało pracować w mieście metro. Trzecie co do wielkości miasto zamarło w bezruchu. MST zamykało także biura Brazylijskiego Narodowego Instytutu Reformy Agrarnej aż do czasu kiedy rozpatrzono ich postulaty. Zorganizowano liczne marsze, strajki głodowe, zajmowano ratusze miast. Wypróbowano wiele metod z wyjątkiem jednej. Walka zbrojna zawsze była wykluczona z ich repertuaru działań.

Rzecznik MST Joan Stedile wyraził to w następujących słowach: „Wielu ludzi sądzi, że walka jest wtedy radykalna kiedy masy są uzbrojone. Nasza walka jest radykalna , a nie pacyfistyczna. Czujemy jednak wahania przed przyłączeniem się do walki zbrojnej z państwową i wojskową policją. Jedyna szansa naszego zwycięstwa to uświadomienie wszystkich i uczestniczenie w walce w każdy możliwy sposób. Kiedy zajmujemy ziemię kobiety, dzieci i starcy używają tego co mają: kiji, kamieni, noży, kos ... Nie polecamy używania broni.” Inny aktywista powiedział, że walka zbrojna jest w swej naturze niedemokratyczna i oznacza nierówność, jako że nie każdego stać na broń. Walka ograniczyła by się wtedy do tych, którzy broń posiadają, czyli nielicznych mężczyzn ... Wydaje się być jasne, że MST nie jest przeciwne przemocy, ale zdecydowanie przeciwstawia się utworzeniu uzbrojonej elity i byciu określonym jako ruch nie radykalny z powodu nie używania broni.

OPÓR

Aktywiści Sem Terra byli wsadzani do więzień, torturowani i mordowani. A to wszystko za próby uzyskania kawałka ziemi z którego można byłoby się wyżywić. Rządzący nie przymykają oczu na rozwijający się ruch MST. Opresje pochodzą z dwóch źródeł. Jednym jest państwo i jego okrutna Policja Militarna. Drugim właściciele ziemscy, którzy wynajmują morderców i przekupują sądy.

Weźmy na przykład najbardziej znany przypadek przemocy wobec wydziedziczonych. O 4.30 17 kwietnia 1996r. w stanie Para niedaleko miasta Eldorado dos Carajas (tu właśnie miał miejsce projekt Grande Carajas, największy przypadek deforestacji, budowa huty stali sponsorowana przez Lloyds Bank, która doprowadziła do migracji ubogich rodzin) 1500 aktywistów MST urządziło demonstracje przeciw opóźnianiu decyzji rządu w sprawie osiedlenia rodzin na plantacji Maca Chejra zajmowanej od siedmiu miesięcy. Przez cały dzień okupowali oni autostradę PA – 150. Późnym popołudniem z dwóch garnizonów wysłano 155 żołnierzy. Otoczyli oni protestujących z obu stron i zaczęli do nich strzelać z karabinów maszynowych. Do czasu kiedy ci którzy mogli uciekli na drodze zostało 19 ciał zabitych i 57 rannych aktywistów. Dowodzący tą akcją pułkownik Mario Collares Pantoja powiedział potem: „Misja została spełniona. Nikt nic nie widział”.

Pułkownik jednak się mylił. Zwykła kamera video nagrała większość z tego co się działo. Spowodowało to publiczne oburzenie. Okazało się (dzięki działaniom Komitetu Do Spraw Zachowania Praw Człowieka), że 10 osób zostało usuniętych z drogi i rozstrzelanych strzałami w tył głowy. Siedem innych ciał zostało pociętych na kawałki kosą.

Sprawy przybrały jeszcze surowszy wymiar kiedy anonimowy właściciel ziemski przyznał się w radiu, że lokalni obszarnicy zapłacili policji 100 000 dolarów. Oczywiście policja stanu Para przyjęła na siebie rolę sędziego w całej sprawie i oświadczyła publicznie, że wszyscy 155 żołnierze działali w samoobronie i są niewinni. Wszyscy ci policjanci ciągle są w czynnej służbie.

Drugim głównym architektem przemocy są Jaguncos, najemni karabinierzy, którzy w latach 90 – tych zabijali średnio 40 – 50 osób w sporach o ziemię. Obszarnicy połączyli się i stworzyli organizację Uniao Demorcratica Ruralista – UDR. Używają oni składek członkowskich do zakupu i rozprowadzania broni. To oni kryją się za zabójstwem Chico Medesa razem z innymi ważnymi działaczami MST.

Opór przeciw MST to nie tylko przemoc. Aktywiści są więzieni pod systemem „więzień prewencyjnych” zakładanych w celu uciszenia znanych działaczy. Oczywiście media zniekształcają obraz Sem Terra. Międzynarodowy obraz MST ogranicza się do stwierdzenia, że ubodzy chłopi wycinają lasy równikowe.

ŻYCIE NA FARMIE

Głównym celem wydziedziczonych farmerów jest kontrola nad własnym życiem. Często pada tu słowo „godność”. Perspektywa godnego życia to główny motor działania. Ankiety pokazały, że pierwsze 3 – 5 lat to twarda walka w celu sprostowania zarówno produkcji żywności jak i budowy domu jednocześnie spłacając kredyt na narzędzia rolnicze i tym podobne sprawy. Życie w świecie ostrej ekonomii wymaga używania trików kapitalistycznych.

Rodzina da Silva wydaje się być typową: ojciec, matka i troje dzieci. Wszystkie dzieci urodziły się w plastikowych namiotach MST. Przez 11 lat obijali się wśród dróg i byli wyrzucani by w końcu otrzymać 20 hektarów ziemi razem z 15 innymi rodzinami w stanie Parana. Domy stoją rzędem i otoczone są drzewami owocowymi. Domy są różne: od dwupokojowych drewnianych chatek do wielopokojowych budynków z cegły takich jak dom de Silvów. Na farmie uprawiany jest ryz i warzywa. Posiadają oni także świnie , krowy i drób. System pracy na farmie polega na tym, że każdy musi przepracować określoną liczbę godzin, aby farma mogła się rozwijać. Za to każda rodzina otrzymuje żywność i ustalona sumę pieniędzy. Można pracować dodatkowo w celu zarobienia więcej. Ci, którzy nie przepracowali wymaganego czasu bez usprawiedliwienia zostają wyrzuceni. Sytuacja taka nie miała tu jednak miejsca.

PRZYSZŁOŚĆ DLA NAS I DLA NICH

Przyszłość MST jest trudna do przepowiedzenia. Redystrybucja ziemi na szeroką skalę ciągle nie doszła do skutku. Obecna strategia łączenia się z uboga ludnością miast wydaje się być słuszna.

Jest kilka rzeczy które ciągle można zrobić dla Brazylijczyków z MST. Możemy organizować demonstracje solidarnościowe. Sem Terra ogłosiła 17 kwietnia Międzynarodowym Dniem Walki o Ziemię. Ważniejszym wydaje się być tworzenie podobnych organizacji w innych krajach. Jest to niezwykle ważny aspekt solidarności z nimi, nie tylko bycie „za”, ale także „z” nimi w walce z wspólnym wrogiem. W czasach cierpienia i wątpliwości świadomość, że istnieją także inne wspólnoty walczące o podobną sprawę może dodać Brazylijczykom otuchy.

Możemy się także od MST dużo nauczyć. Udało im się stworzyć zdecentralizowany ruch masowy oparty na sile ludzi. Pracują oni nad rozwiązaniem potencjalnych problemów takich jak choćby przemoc i odkrywają nowe sposoby rozwiązywania konfliktów. Wszystko, nawet możliwość bycia narodowym rzecznikiem, znajduje się w zasięgu każdego farmera, nawet tego który nie ukończył żadnej szkoły. Ponieważ zachodni akademicy ignorują wnioski płynące z działań MST, aktywiści powinni się zacząć od nich uczyć. Jak inspirować ludzi? Jak to możliwe, że ludzie pozostają aktywni nawet wtedy gdy posiadają już ziemie? Jak dochodzą oni do takich decyzji jak „skoncentrowanie się na miastach i zaangażowanie się ubogiej ludności we wspólną walkę”? należałoby więc zapoznać się z literaturą rozprowadzana przez MST.

Być może w przyszłości stanie się nieuniknione organizowanie w obranie Matki Ziemi akcji w stylu w jakim robi to Sem Terra. Widzieliśmy to choćby w BBC jak pół miliona uzbrojonych farmerów zaatakowało Brazylijski Kongres. Wiemy też, że tysiące więcej niż 140 000 rodzin prowadzi teraz godne życie. Jednego możemy być pewni – na pewno jeszcze usłyszymy o Movimento Sem Terra.


  na podst. Do or Die - Voices from Earth First! #7

Tłum. Piotr Madej



<< powrót