"Nie udaje, że jestem dobrym facetem"
– Grecki anarchista dostaje 15 lat więzienia!



Nikos Maziotis został skazany za próbę spowodowania wybuchu jak i kradzież broni i materiałów wybuchowych. Został skazany na 15 lat więzienia za podłożenie bomby w siedzibie Ministerstwa Przemysłu i Rozwoju w 1997r. Solidaryzował się w swym działaniu z protestującymi wioskami w Strymonikos przeciwko zainstalowaniu przez międzynarodowa korporację TVX na ich terenach kopalni złota. Nikos przyznał się otwarcie, że jest odpowiedzialny za podłożenie bomby i wyjaśnił swoje motywy w prasie. W sądzie będą przesłuchiwanym ujawnił swoje anarchistyczno-rewolucyjne przekonania.

Przede wszystkim nie chcę udawać, że jestem dobrym facetem. Nie będę o nic błagał bo nie uważam się za kryminalistę. Jestem rewolucjonistą. Nie mam za co żałować. Jestem dumny z tego co zrobiłem. Jedyna rzecz której żałuję, to techniczny błąd który nie powinien mieć miejsca.

Powinniście wiedzieć, że chociaż siedzicie wyżej ode mnie i sądzicie mnie, to tacy ludzie jak ja rewolucjoniści sądzą was dłużej niż wy mnie.

System autorytarny przenika całe społeczeństwo i my chcemy go zniszczyć. Nie ważne, jakimi środkami. Naszym celem w walce z kapitalizmem i państwem jest połączenie się w działaniu z innymi grupami społecznymi. Razem z nimi chcemy doprowadzić walkę do końca. A teraz porozmawiamy o ludziach ze Strymonikos. Zanim zaplanowałem podłożenie bomby wiedziałem dużo o ludziach z tamtych wiosek. Gdyby działali poprzez związki zawodowe, lokalne urzedy administracyjne i starali się jakoś to załatwić prawnie, wtedy nie myślałbym o radykalnych środkach. Ale ci ludzie przekroczyli wszystkie możliwe granice. Oni chcą wolności mieli już trzy potyczki z policją: 17 .10.96., 25.07.97. i 9.11.98. W trakcie nich podpalane były wozy policyjne, urządzenia należące do TVX, niszczone wyposażenie kopalni. Niektórzy wychodzili w nocy z bronią w ręku i strzelali w powietrze aby odstraszyć policjantów.

A ja pomyślałem: Ci ludzie zaszli dalej niż my i dlatego bardzo mi się podobają. Potem przyszedł czas represji kiedy w 1997 roku rząd ogłosił stan wojenny na tych obszarach. Szef policji w Halkioliki zabronił spotykać się publicznie i demonstrować. Na miejsce przybywają specjalne wozy bojowe i czołgi aby kontrolować teren. . wtedy pomyślałem: Musimy cos zrobić, tutaj w Atenach, aby pomóc ludziom w Halkidiki. Nie możemy stać i być pasywni wobec tego co tam się dzieje. Ministerstwo Przemysłu i Rozwoju było najbliższym celem, gdyż to przeciwko uprzemysłowieniu i rozwojowi buntowali się ludzie z Strymonikos.

Więc zaplanowałem podłożenie bomby i napisałem w liście do ludzi ze Strymonikos, że są jeszcze inni, oddaleni o 600 km ludzie którzy nie potrafią przyglądać się biernie temu co się u nich dzieje. Wysłałem depeszę. Zostałem złapany gdyż popełniłem techniczny błąd i zostawiłem odcisk palca. Pomimo wszystko, nawet jeśli nic nie zrobiłem, gdyż bomba nie wybuchła, mój list został odczytany przez ludzi z Strymonikos. Wiem, że mówią, iż jestem jednym z nich. O nic więcej nie proszę...


  Pełen tekst wypowiedzi Niko można znaleźć na stronie A-Infos: http://www.ainfos.ca/


<< powrót