Eviva Hela


Ten tekst obiecałem sobie napisać dla „Innego Świata” już rok temu. Teraz gdy odświeżyły i pogłębiły się moje wrażenia mam nadzieję, że będzie jeszcze pełniejszy. Piszę o jednym nieznanym człowieku, który zrobił na mnie wrażenie przy pierwszym, drugim i trzecim spotkaniu. Każde z nich obejmowało przynajmniej dwa tygodnie spędzone w maleńkiej wiosce na wschód od Augustowa. Człowiekiem tym jest 73 letnia kobieta, w której towarzystwie spędziliśmy niezliczone godziny na powietrzu, przed barem o nazwie „Stodoła”. Konflikt pokoleń poszedł się jebać.

Pierwszy raz zwróciła naszą uwagę tym, że bez specjalnych oporów deklamowała ludziom siedzącym przy tym samym stole nieprzyzwoite wierszyki szczerze się przy tym śmiejąc i rozbawiając popijających piwo. Szybko zdecydowaliśmy się dosiąść. Szybko nauczyliśmy się kilku rymowanek w stylu:

„Oj Serwy, Serwy
ty mała wioseczko
gdyby nie pijali
byłoby miasteczko”

„Co dzień
w dupie pień”

„O mój boże
co się dzieje
same kurwy i złodzieje”

Cytaty takie mogłyby zapełnić cały ten numer. I tak to się rozkręciło. Co rana gdy przygotowywaliśmy się do śniadania, babcia Hela już na nas czekała ze swoimi pogawędkami, piosenkami, pytaniami o nasze doświadczenia i opinie. A rozmowy z nią zawsze były niepowszednie. Ciągle nas czymś zaskakiwała. Na przykład, któregoś razu powiedziała, że papież zawsze całuje ziemię. Ja na to, że nie przepadam za tym osobnikiem. Hela usłyszała co powiedziałem (w przeciwieństwie do większości swoich rówieśników) i skwitowała to kiwnięciem głowy i słowami: „Te świente to jeszcze gorsze. Też nie lubie.”

Innego razu, a było to rok temu, cholernie padało i przeciekł nam namiot. W desperacji zdecydowaliśmy się spróbować odwiedzić Babcię. Nie była to prosta sprawa – Babcia od kilku lat mieszkała sama. Nie przyjmowała na swoje podwórko turystów po kilku razach kiedy się do nich zraziła. Z każdym lubiła pogadać ale w miejscu publicznym, przed barem „Stodoła” otwartym przez dwa miesiące w roku. Z miejscowymi utrzymywała słaby kontakt. Większość z nich odnosi się do niej niechętnie. No bo jak można traktować kogoś, kto żyje skromnie, nie pomnaża majątku a na dodatek jeszcze wyśpiewuje piosenki, przegaduje godziny z nieznajomymi (a co dopiero z jakimiś obdartymi alternatywistami), jak to w ogóle wygląda, itp. Pamiętam jak kiedyś siedziałem z Helą i jakimś miejscowym przy piwie. Rozmowy, śmiech i Hela wyszła na chwilę. Wtedy gość ten stwierdził, że to „wariatka” i popukał się w głowę. Zapytałem go dlaczego więc pozwolił sobie postawić dwa piwa starszej kobiecie, którą tak nazywa. On na to: „Ale człowieku, ona ma żółte papiery.” I tak dalej. Oj nie lubi się takich ludzi, ludzi otwartych , szczerych, ludzi którzy potrafią dawać.

Wybraliśmy się więc, pokręcili się trochę nieśmiało i udało się. Zauważyła nas, wyszła. Spytała czy zmokliśmy, powiedziała, że nie przyjmuje ludzi u siebie, ale że jak bardzo chcemy to możemy wejść. Zasiedliśmy za kuchennym stołem i przesiedzieliśmy tam ze sześć godzin. Skromna kuchnia uraczyła nas kilkoma puszkami, bułkami i zimną herbatą (Hela rozpala raz na dzień – rano). Czuliśmy się jakbyśmy przenieśli się do innej epoki. Zero lodówki (zapasy wekowane w słoikach), zero pralki (życiowa praktyka czyni pranie łatwym i naturalnym zajęciem). Wszystko można zrobić samemu – nazbierać grzybów, owoców, nakupić zapasów makaronu, ryżu itp. na zimę. Zawsze zachwycało nas jak Hela cieszy się każdą rzeczą jaką sobie kupi i dostanie. A i swoja sztuka umiała zarobić na chleb. Wielu turystów znających ją sprzed baru wyjeżdżając swoimi wypasionymi samochodami potrafiło coś może zrozumieć bo zostawiali jej sól, cukier, gazety i inne zbywające im rzeczy. Taka pozytywna wymiana. Hela służyła zawsze miłym pozdrowieniem i pożegnaniem (gdy ktoś wyjeżdżał), wszystkich traktowała jednakowo (choć dawało się zauważyć słabość do młodych wolnomyślicieli), każdego zagadywała w rodzaju:

„No i co koniec lata!”
(a jest to nawiązanie do wierszyka: „Trawa wykoszona Baba wypieprzona Wuj leży jak szmata I to taki koniec lata”).

„Białystok wyjeżdża! Do widzenia powodzenia!” itp.

Służyła piosenką i kawałami. A ludzie potrafili się domyśleć, że z renty ciężko wyżyć, szczególnie gdy lubi się stawiać znajomym piwo i odwzajemniali się towarem. Wracamy do chaty. Telewizora brak. Bo i po co. „Ja pisma sobie czytam a jak ciemno ide spać”. Radio się popsuło. Jedyna zewnętrzną rozrywką Babci jest czytanie czasopism. Stąd wie wiele o tym jaka żywność jest zdrowa, jak się żyje w różnych krajach i co robią np. członkowie rodziny królewskiej. Od jesieni do początku lata gdy sąsiedni bar jest zamknięty, a sąsiadom nie jest już potrzebna, chodzi pieszo około 2,5 km do sąsiedniej wsi gdzie przez kilka godzin przynajmniej co drugi dzień towarzyszy młodej sklepowej zabawiając ja jak potrafi najlepiej. Napije się przy tym piwa, kubusia, mamrotki czy wisionki (wina lokalne), zje loda słodką bułkę. Na przemian ze sklepowa coś tam sobie stawiają i jest im dobrze. Bez ludzi żyć ciężko, bez sztuki też.

„Tak to mam. W tym sklepie to kurwy można dostać. Jolcia gości mnie. Ja ją.”

A że nie podoba się to wielu łatwo chyba zgadnąć.

„W kwietniu łańcugiem dostałam po głowie od Mietka. Ręką złapała bo by zabił.”

Nie podobały się przyśpiewki, a w Suwalskim to „normalne”, że piorą i nie patrzą kogo. W ciągu trzech lat naszej znajomości z Helą cos takiego zdarzyło się dwa razy. Na szczęście Hela umie sobie radzić. Silna jest. Przepracowała ponad 20 lat w lesie. Sama sobie piłuje drewno, robi płoty wciąż wzmacniane i bardzo skuteczne. Sam widziałem.

Miło jest razem siedzieć. Rok temu ktoś tam ze znajomych wybierał się na Woodstock do Żar. A Hela mówi, że mieszkała w Żaganiu i wyjaśnia ile ulic jest w Żarach. A mieszkała po wojnie i na wyspie Wolin gdzie zajmowała się hodowlą i w Kłodzku, gdzie pracowała w PTTK i robiła pocztówki i koło Dzierżoniowa, gdzie pracowała w przędzalni bawełny. Innym razem dowiedzieliśmy się, że brała udział w kilku przedstawieniach jak np. „Chinki” czy „Rozkwitali pąki białych róż” z całkiem niezłą choreografią. A i koncert się kiedys przed barem zrobiło z bębenkiem. Niezła z niej solistka. A i pamięć lepsza niż u tych co wszystko na komputerze mają. Zatkało nas gdy przyłączyła się i śpiewała:

„Bandiera narra la triumfere
Eviva anarchisma eviva libertad!”

Komentarz nie gorszy: “No i koncert życzeń! Co z nudy robić. Trzeba coś pośpiewać.” A ja siedziałem i zapisywałem wierszyki, piosenki. A Hela mówiła: „No! Zapisz sobie!” I nie ważne, że cos tam w barze zdrożało: „ Zapalenie chytrości majo, ja mówie.” A i na policje milo ponarzekać:

„Policja policja policja
wszystkie pałki w ruchu
bijo mnie po brzuchu.”

Była z nami mądrość wschodu:

„Smutek i radość
wciąż ido w parze
tak jest od wieków
tak zwyczaj karze.”

Były piosenki cygańskie i czastuszki. „Trza używać świata póki służy lato.” „Bo wie, pisze, że miłość i życie to jest sztuka.” Zapamiętałem, zapisałem. I pięknie, że ludzie umieją ze soba rozmawiać. I pięknie, że się przy tym rozumieją. Pięknie, że „we wrześniu słychać rykowanie jeleni. Jak wyjde na podwórko to słychać ryk, a potem się bodo.” Pięknie, że niepotrzebne są media, bo wszystko co ważne można spamiętać. Pies nakarmiony, to można posiedzieć. I nie zawsze trzeba mieć na koszulce @ by być wolnym, by umieć dawać i umieć tworzyć, by być otwartym i niezależnym. I nie jest to łatwe. I zawsze oznaczać to będzie walkę. I jest to tylko kawałeczek długiej historii, która się nazywa życie i którą – jak przykład pokazuje – przeżyć można po swojemu.


   Piotr Madej

PS Przy cytatach zachowany jest zapis fonetyczny. Wkrótce postaramy się wydać zbiór około 100 wierszy i przyśpiewek pani Heleny Kuncewicz.


<< powrót