Był sobie browar


1 marca oficjalnie przestał istnieć browar „Hevelius” w Gdańsku. Według właścicieli, Grupy Żywiec, był zbyt drogi w utrzymaniu. Według pracowników zakładu i władz miasta, chodzi o likwidację konkurencji. Niezależnie od wersji, pracę straciło 187 osób.

Decyzja o zamknięciu browaru "Hevelius" zapadła na początku listopada 2000 roku, zaskakując większość pracowników. Do browaru przyjechał prezes Grupy Żywiec, Holender Alle Ypma i zakomunikował, że zakład przestanie istnieć. Zdaniem szefów Grupy, do której należy zakład, rosnące koszty produkcji piwa, spowodowane m.in. wzrostem akcyzy oraz zwiększającą się konkurencją na rynku wymusiły konieczność szukania oszczędności.

Koszty produkcji w "Heveliusu" są najwyższe w całej grupie. Na dodatek zakład, który może wyprodukować milion hektolitrów piwa, wykorzystywany jest zaledwie w 40 procentach -tłumaczył Krzysztof Rut, dyrektor korporacyjny Grupy Żywiec.

W tej sytuacji 187 zatrudnionych w browarze osób, na początku lutego, otrzymało wypowiedzenia. Ustalono, że pracownicy dostaną średnio po 60 tys. zł odpraw. Natomiast urządzenia z zamkniętego zakładu, który po inwestycjach rzędu 19 mln USD był jednym z najnowocześniejszych w Polsce, mają być przewiezione do innych browarów Grupy. Teren browaru, usytuowany w centrum dzielnicy Wrzeszcz, niedaleko ulicy, gdzie wychował się Gunter Grass, szefowie Grupy chcą atrakcyjnie sprzedać. Na rynku pozostać mają gdańskie marki. Produkować je będzie browar w Elblągu.

Faktycznie produkcja w „Heveliusu” spadła od 1997 roku z 600 tys. do zaledwie 240 tys. hektolitrów, co znacznie podrożyło jego wytworzenie. W rezultacie już wcześniej, w ramach restrukturyzacji zatrudnienia, pracę straciło ponad 300 osób. Zdaniem pracowników wynikało to ze świadomej polityki zarządzających browarem, którzy z roku na rok obniżali limity produkcyjne. Na dodatek zgodnie z przyjętą w Grupie Żywiec strategią markowe piwo „Hevelius”, wielokrotnie nagradzane na konkursach piwowarskich, zdegradowano do roli piwa regionalnego.

Przestraszeni związkowcy

Część pracowników nie godzi się jednak na likwidację, liczącego 130 lat, zakładu. Browar powstał bowiem w 1871 roku jako spółka Danziger Aktion Bierbrauerei Kleinhammer. Bez uszczerbku przetrwał obie wojny światowe. Nie oparł się jednak machinacjom finansowym.

Zaproponowali, że w zamian za odprawy, około 11 mln zł, odkupią browar i przekształcą go w spółkę pracowniczą. Władze Żywca nie zgodziły się jednak, uznając, że zakład wart jest 58 mln zł. Mimo to związkowcy z zakładowej "Solidarności'80" nie zrezygnowali i twierdzili nawet, że są gotowi do bardziej radykalnych działań niż negocjacje.

„Ale wciąż chcemy rozmawiać na temat odkupienia zakładu”- zapewnia Lesińska.

Niestety szans na takie rozwiązanie, przynajmniej na razie, nie ma żadnych. Kiedy związkowcy spotkali się z prezesem Alle Ypma, usłyszeli, że jego ideałem jest struktura Kompanii Piwowarskiej, która ma 2-3 browary, przez co o wiele większe zyski ze sprzedaży. Grupa natomiast zarządza 8 browarami m.in. Elbląg, Leżajsk, Warka, więc ich liczbę trzeba zredukować. Na pierwszy ogień poszedł więc Gdańsk i Łańcut. Być może niedługo będą następne.

Szefowie Grupy są bowiem lekko przerażeni pogarszająca się pozycją Grupy na rynku. Może ona stracić przodownictwo, ma obecnie 31 proc. udziałów w rynku, właśnie na rzecz Kompanii, która traci zaledwie 2 proc. Dodatkowo znacznie, bo w pewnym momencie aż o 40 proc., spadła na giełdzie wartość akcji Grupy, a rok 2000 zamknęła stratą.

Mimo fiaska rozmów działań radykalnych, w wykonaniu związkowców, nie było. Niektórzy jednak, nawet po zwolnieniu ich z obowiązku pracy, postanowili pełnić dyżury w browarze, aby nie dopuścić do wywiezienia sprzętu. Zebranie zwołane w tej sprawie wyglądało jednak żałośnie. Młodych, silnych facetów, do działania zachęcała niewielka, szczupła, starsza kobieta, szefowa „S’80” Janina Lesińska. Próbowała przetłumaczyć niektórym, że odprawy szybko się skończą, a potem zostanie 300 zł zasiłku.

„To nasz zakład więc zróbmy wszystko co się da w jego obronie. W Urzędzie Pracy zarejestrowanych jest 17 tysięcy osób, a ofert jest tylko 350. Taką macie przyszłość. Mnie to nie dotyczy, bo idę na emeryturę”- tłumaczyła.

Większości pracowników jednak nie przekonała. Niektórzy bali się, że kiedy będą dyżurowali i przeszkodzą pracownikom Żywca wywieźć urządzenia, to złamią prawo i będą mieli kłopoty z policją! Poza tym, jak twierdzili, już za późno. Na dyżurach pojawiło się więc zaledwie 30 osób.

„Mimo to wciąż staramy się być optymistami. Jesteśmy w kontakcie z władzami Gdańska i czekamy na decyzję sądu” - stwierdziła Lesińska.

Nadzieja w sądzie

To rzeczywiście ostatnia szansa na istnieje browaru w Gdańsku. Związkowcy mają pełne poparcie władz miasta, które od jesieni 1999 roku są w sporze z Grupą Żywiec o pieniądze zainwestowane w gdański zakład. Władze miasta domagają się od spółki 15 mln USD odszkodowania za nie wywiązanie się spółki z umowy. Podpisany w 1995 roku dokument sprzedaży, między miastem, a spółką Brewpole, głównym udziałowcem Elbrewery, zakładał „właściwe zainwestowanie” w zakład 15 mln USD. W przeciwnym razie kupujący miał zapłacić karę w tej wysokości. Grupa Żywiec przejmując EB przejęła również jej zobowiązania. Pieniądze zostały zainwestowane, ale nie pochodziły z zewnątrz, a z zysków browaru, co zdaniem gminy było niezgodne z umową.

„Umowa była jasno sprecyzowana. Środki miały pochodzić z zewnątrz, a nie z zysków browaru” – twierdzi Zbigniew Czepułkowski, były wiceprezydent Gdańska, który prowadzi sprawę przeciwko Żywcowi.

W tej sytuacji wytoczyła Grupie dwa procesy: w Bielsku- Białej i Gdańsku. Ostatnim krokiem było ponowne wystąpienie do sądu, o zabezpieczenia mienia "Heveliusa" na poczet ewentualnych roszczeń miasta. Natomiast pracownicy browaru, czyli tzw. udziałowcy mniejszościowi, domagają się w sądzie unieważnienia sprzedaży "Heveliusa" spółce Elbrewery. Zdaniem Czepułkowskiego, zamknięcie browaru jest próbą ucieczki od zobowiązań wobec miasta.

„Takie wypowiedzi nie mają sensu. Jak możemy uciec z kapitałem, skoro nie likwidujemy całej spółki Elbrewery, a tylko jeden jej zakład produkcyjny” - ripostował Rut.

Miał rozpocząć się także proces w Amsterdamie, przeciwko Heinekenowi, ale prawie w przeddzień konferencji prasowej w tej sprawie, prokurator i UOP pojawili się w Gdańskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej, największej spółce miejskiej, a dwóm wiceprezydentom postawiono zarzuty, delikatnie mówiąc, niegospodarności. W tej sytuacji wiarygodność władz miasta była raczej wątpliwa.

Szemrane interesy

Zresztą prywatyzacja gdańskiego browaru i sytuacja wokół niego od początku nie była czysta. W 1989 roku postanowiono przekształcić Zakłady Piwowarskie im. Jana Heveliusa z zakładu państwowego w spółkę. Dokonane tego w czerwcu 1992 roku, powołując polsko-australijską firmę Hewelius Brewing Company, którego właścicielem była spółka Brewpole. Jej szarą eminencją i nieoficjalny właścicielem, był Anthony Oates, który według australijskiej prokuratury w latach 1988-89 dokonał w swoim kraju malwersacji na kilka milionów dolarów. W rezultacie kilka miesięcy spędził w gdańskim areszcie, a w ubiegłym roku sąd zezwolił na jego deportację do Australii.

Niedługo po powstaniu HBC spółka Brewpole kupiła browary w Elblągu i Braniewie zakładając tym samym Elbrewery. Kilka miesięcy później do EB wszedł również gdański browar, gdyż Oates sprzedał go sam sobie.

Z kolei pod koniec 1999 roku Elbrewery, a w tym także „Hevelius”, przejęła Grupa Żywiec, której głównym udziałowcem jest Heineken, a Brewpole zlikwidowano. Co ciekawe, w czasie sporu Żywca z miastem Gdańsk, ci ostatni „kupili” Jana Zacharewicza, człowieka, który doradzał spółce Brewpole, gdy kupowała gdański browar.

Z poparciem dla władz Gdańska wystąpił Związek Francuskich Firm działających za granicą. Jego szef Alain Mompert, w liście do prezydenta miasta, napisał, iż uważa, że Grupa Żywiec celowo kupiła browar „Hevelius”, aby go zlikwidować.

„Postępowanie to zmierza do eliminowania z rynku konkurencji. Grupa Żywiec skutecznie i konsekwentnie niszczyła produkty gdańskiego browaru. Nie przeznaczała na ich rzecz żadnych inwestycji w postaci promocji czy reklamy” – twierdzi Mompert.

Dodaje, że tak jak w Gdańsku, niedługo w innych miastach małe browary będą likwidowane, a niedługo w Polsce będą istniały 3 rodzaje piwa o zbliżonym smaku, produkowane przez jeden browar.

List Francuzów był spory zaskoczenie, choć można go sobie w prosty sposób wytłumaczyć. W Gdańsku mają powstać dwa hipermarkety Carrefour (jak wiadomo francuskie) i związek popierając władze miasta działa w swoim własnym interesie. Zwłaszcza, że inwestycje nie idą najlepiej. Jedną budowę wstrzymał NSA, a drugiej, ze względu na protesty mieszkańców, na razie zaprzestano. Nie można jednak wykluczyć, że Heineken mógł narazić się jakoś Francuzom.

Mimo to, także związkowcy z „S’80”, są przekonani, że zamknięcie browaru to świadoma dyskryminacja polskich marek i likwidacja konkurencji. Czekają więc na zamknięcie kolejnych browarów Grupy Żywiec. Do teorii tej przychyla się również Czepułkowski.


  Piotr Frankowski


<< powrót