Ekwadorscy Indianie mówią - NIE!


Podwyżki cen paliwa oraz kosztów transportu publicznego dały początek gwałtownym protestom, a następnie ogólnonarodowej rewolcie, która na dwa miesiące br. sparaliżowała życie w Ekwadorze. W taki sposób mieszkańcy tego południowoamerykańskiego kraju zaprotestowali przeciwko tragicznej sytuacji gospodarczej i społecznym skutkom reform realizowanych przez Gustavo Noboa, prezydenta Republiki.

Reformy pod dyktando

Wprowadzone z początkiem stycznia br. podwyżki to część ekonomicznego programu naprawczego ogłoszonego przez prezydenta Ekwadoru Gustavo Noboa. Program ten został opracowany zgodnie z wytycznymi Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który uzależnił przyznanie pomocy finansowej dla Ekwadoru od zmniejszenia państwowych dotacji na środki transportu i paliwo. W kraju o 91 % inflacji o konieczności reform nikt nie dyskutuje, sprzeczności istnieją natomiast co do ich kierunku. Noboa wybrał wariant zaproponowany przez Bank Światowy i MFW, z czym nie zgadzają się jego przeciwnicy wątpiąc, czy realizowanie reform pod dyktando zagranicznych instytucji finansowych poprawi sytuację tych, którym wiedzie się najgorzej. W końcu to właśnie "życzliwość" krajów wysokorozwiniętych przywiodła to południowoamerykańskie państwo na skraj przepaści.

Dolaryzacja rodzi nędzę

Problemy gospodarcze Ekwadoru wynikają z olbrzymiego zadłużenia zagranicznego, w jakie kraj ten wpadł w latach 1972 - 1975. Wtedy za jednego dolara płacono 5 sucrów, natomiast dwadzieścia lat później już 1300 sucrów. Pętla zadłużenia pogrążyła kraj w zapaści i ekonomicznym uzależnieniu przede wszystkim od Stanów Zjednoczonych. Codziennie z największego ekwadorskiego portu Guayaquil odpływają amerykańskie statki wypełnione owocami, którymi władze Ekwadoru spłacają stale rosnące odsetki. Aktualnie prawie połowa budżetu państwa jest przeznaczana na redukcję zadłużenia zagranicznego, gdy tymczasem 80 % społeczeństwa wegetuje w przerażających warunkach, borykając się z brakiem jedzenia i wody pitnej. Jego sytuację znacznie pogorszyło ubiegłoroczne zastąpienie lokalnej waluty dolarami, którymi obracają wyłącznie bogacze zbijający kokosy na interesach z "jankesami". Decyzja o "dolaryzacji" została podjęta przez prezydenta Noboa za namową Banku Federalnego USA i doradców z ramienia MFW. Oceniając jej skutki odnosi się wrażenie, że władze Ekwadoru bardziej troszczą się o interes międzynarodowych firm, niż własnych obywateli.

Złamane obietnice

Gustavo Noboa został prezydentem Republiki Ekwadoru w styczniu 2000 r. Przejął on władzę na drodze puczu przeprowadzonego kilka godzin po obaleniu przez ogólnonarodowe powstanie ówczesnego prezydenta Jamila Mahuada. Społeczeństwo Ekwadoru sprzeciwiło się wtedy projektom prywatyzacji źródeł wody pitnej i pogłębiającemu się ekonomicznemu uzależnieniu od zagranicznego kapitału. Mając na uwadze wewnętrzne niepokoje nowy prezydent złożył publiczne oświadczenie, obiecując zamrożenie cen paliw na 2 lata oraz rezygnację z prywatyzacji źródeł czystej wody. Niespełna kilka miesięcy później Noboa sprzeniewierzył się swoim deklaracjom. Ogłaszając w pierwszych dniach stycznia br. podwyżkę cen paliwa o 100 % dał swoim przeciwnikom pretekst do rozpoczęcia masowych wystąpień przeciwko katastrofalnej sytuacji ekonomicznej kraju i zewnętrznym zależnościom.

Marsz na stolicę

Jako pierwsi swoje niezadowolenie zademonstrowali Indianie, druga co do liczebności grupa etniczna Ekwadoru. Zorganizowani w liczne ugrupowania polityczne i społeczne błyskawicznie zareagowali na podwyżki, rozpoczynając akcje protestacyjne oraz blokady głównych dróg we wszystkich regionach kraju. Koordynacją tych przedsięwzięć zajęła się największa organizacja Indian w Ekwadorze - Confederation of Indigenous Nationalities of Ecuador (CONAIE), na czele z Antonio Vargasem, jednym z liderów ubiegłorocznej rewolty przeciwko Jamilowi Mahuadowi. Wydarzenia nabrały tempa w połowie stycznia, gdy członkowie CONAIE zdecydowali się zorganizować wielki marsz na stolicę. 29 stycznia 6 tysięcy zdesperowanych Indian z najodleglejszych prowincji Ekwadoru (niektóre źródła mówią nawet o 10 tysiącach) dotarło do Quito, a następnie schroniło się na terenie Universidad Politecnica Salesiana. Okrążeni przez policję i wojsko wieśniacy spędzili tam prawie dwa tygodnie protestując przeciwko nędzy i socjalnym nierównościom.

Latynoamerykańskie standardy

Skala społecznych wystąpień zmusiła Gustavo Noboa do reakcji. Jego pierwsze decyzje w tej sprawie były obiecujące. Rząd rozpoczął negocjacje z przedstawicielami Indian, jednak w miarę jak napięcie w kraju rosło, Noboa zdecydował się na rozwiązanie typowe dla latynoamerykańskich satrapów. W pierwszej kolejności zastosował represje przeciwko przywódcom indiańskiej rebelii zapowiadając, że wszyscy wywrotowcy odpowiedzialni za destabilizację państwa zostaną aresztowani" (wśród uwięzionych "wichrzycieli" znalazł się Antonio Vargas, przewodniczącego CONAIE). Następnie w nocy z 2 na 3 lutego br. prezydent ogłosił stan wyjątkowy, grzebiąc tym samym szansę pokojowego rozwiązania kryzysu. Decyzja o wprowadzeniu stanu wyjątkowego została podjęta po tym, jak reprezentanci CONAIE ogłosili zerwanie rozmów z przedstawicielami władzy, reagując w ten sposób na prezydencką odmowę uczestniczenia w negocjacjach. Odpowiedź protestujących była natychmiastowa. Na terenie Uniwersytetu Salesiana 50 Indian rozpoczęło strajk głodowy, natomiast związkowcy i studenci zapowiedzieli ogólnonarodowy strajk solidarnościowy. Równocześnie 5 lutego w Quito i Tena doszło do krwawych starć pomiędzy przeciwnikami podwyżek, a wojskiem i policją. Nie obyło się bez rannych i ofiar śmiertelnych.

Czterech prezydentów w cztery lata

Krew na ulicach ekwadorskich miast otrzeźwiła przywódcę Republiki. 6 lutego po krótkim spotkaniu z przywódcami indiańskiej rewolty Noboa osobiście przystąpił do negocjacji. Zakończyły się one podpisaniem dwustronnego porozumienia, w którym prezydent Ekwadoru zobowiązał się obniżyć ceny paliwa o 40 centów oraz stworzyć system kredytów dla najbiedniejszych rolników. Jednocześnie nie zgodził się na rezygnację z głównych założeń przeprowadzanych reform. Kompromisowe rozwiązanie kryzysu, który przez ponad miesiąc paraliżował sytuację w kraju, zostało przyjęte z ulgą zarówno przez władze, jak i samych Indian. Trudno powiedzieć, kto był zwycięzcą tego całego zamieszania. Co prawda indiańscy wieśniacy doprowadzili do anulowania podwyżek, jednakże nie udało im się przeforsować postulatów, które skierowałyby gospodarkę Ekwadoru na inne tory. Z drugiej strony styczniowo - lutowa lekcja pokazała prezydentowi, że naprawa finansów państwa kosztem najbiedniejszych może się dla niego skończyć utratą stanowiska. Ponieważ w Ekwadorze w ciągu minionych czterech lat prezydenci zmieniali się czterokrotnie, polityczna przyszłość obecnego włodarza nie wydaje się zbyt pewna. Tym bardziej, że z 54 procentowego poparcia, jakim cieszył się Noboa na początku swojej kadencji, po powstaniu pozostało mu tylko 28 procent.


  Marcin Kopczyński


<< powrót