Kilka krytycznych uwag odnośnie M1


Jako uczestnik, jak i obserwator (ze względu na trzymana w rękach kamerę video i aparat fotograficzny) tegorocznego obchodu święta majowego w Warszawie, chciałbym podzielić się kilkoma krytycznymi bądź co bądź uwagami dotyczącymi manifestacji anarchistycznej, samej idei, jej organizacji jak i przebiegu.

Zdaję sobie sprawę z tego, iż łatwo jest krytykować a samemu nic nie robić, niemniej uważam iż bez cierpkich słów krytyki mogłoby się wydawać, że wszystko było w porządku i tak a nie inaczej należy robić w przyszłości. Poza tym nikomu nie bronię polemizować z moimi wywodami.

Pierwszą sprawą o jakiej chciałbym nadmienić to sprawa samej idei pierwszomajowego marszu. Manifestacja organizowana przez Komitet M1 „reklamowana” była jako manifestacja wszystkich niezadowolonych. Można by wyciągnąć z niej wniosek, że osób niezadowolonych jest w naszym kraju niezbyt dużo i są to przeważnie jacyś dziwni kolesie i panny z kolczykami i cudacznymi włosami (bo tak głównie przedstawiano to w mediach). Dość dużym zaskoczeniem było dla mnie to, iż razem z niezadowolonymi anarchistami nie szły w jednym szeregu niezadowolone pielęgniarki, hutnicy, stoczniowcy czy nawet radykalni związkowcy jakich w Polsce przecież nie brakuje (podejrzewam, że np. Sierpień 80 z braku alternatywy poszedł w jednym szeregu z OPZZ i innymi związkowcami zbliżonymi do lewicy parlamentarnej, a przecież związkowi temu nie można zarzucić lewicowości w SLDowskim stylu). Być może organizatorzy czynili jakieś kroki w celu pozyskania takich sojuszników, nie wiem? Być może dla całej reszty niezadowolonego społeczeństwa wystarczą przedwyborcze obiecanki socjaldemokratów z SLD/UP, a hasła serwowane przez anarchistów z Komitetu M1 były zbyt radykalne, może nie chcą jeszcze zacisnąć swych pięści? Tego też nie wiem? Może, jak to powiedział mi pewien znajomy z Krakowa, potrzebne są osobiste, prywatne kontakty z takimi ludźmi by namówić ich do udziału w czymś takim. Nie mniej jednak zastanie na manifestacji wszystkich niezadowolonych samego „wolnościowego getta” było dla mnie lekkim rozczarowaniem i nie pomogło nawet pojawienie się niewielkiej ilości mieszkańców stolicy, z bezpiecznej odległości, poza kordonem policji, obserwujących manifestację.. Najwidoczniej w Polsce nie nadeszły jeszcze czasy masowych demonstracji anarchistycznych.

Na sama stronę organizacyjną nie ma co zbytnio narzekać, jedynym chyba widocznym niedociągnięciem był brak koordynacji działań pomiędzy poszczególnymi częściami dość rozciągniętego marszu. W przyszłości przydały by się np. krótkofalówki przy boku każdego organizatora lub przynajmniej utrzymywanie łączności telefonami komórkowymi przez osoby koordynujące przebieg manifestacji. Zdarzały się sytuacje kiedy przód pochodu robił co innego niż ludzie na samochodzie-platformie, nie wspominając już o końcu manifestacji. Są to jakieś tam drobne potknięcia, do naprawienia w przyszłości i mam nadzieję, że będzie pod tym względem lepiej.

Inną sprawą był sam przebieg manifestacji, jak i cała jego koncepcja. Słusznie zauważył to Jasiu Waluszko, iż przypomina to bardziej procesję albo jakąś drogę krzyżową a nie marsz ludzi niezadowolonych z obecnego status quo. Nie chodzi o to by napierdalać się z policja na każdym kroku (podejrzewam, że wtedy nie byłoby jednej ofiary pobicia a kilkanaście, nie dość że glin było bardzo dużo, to jeszcze przypalające słońce grzało im w pały i stąd pewnie byli tak agresywnie nastawieni do manifestantów), ale też chyba nie o to, by posłusznym krokiem iść od stacji do stacji. Wiem, że każda próba wyjścia poza, czy zwrócenia manifestacji w innym kierunku kończyła się interwencją gliniarzy, ale w końcu anarchiści są anarchistami... Trzymanie się ustalonego porządku w konsekwencji i tak niczego nie dało, policja od samego początku robiła praktycznie co chciała, nie przestrzegała ustalonych zasad a w pewnym momencie chciała rozwiązać manifestacje, co dało by jej powód do użycia przemocy w znacznie większym stopniu.

Podsumowując, warszawską manifestację anarchistyczną można uznać za w miarę udane wyjście do społeczeństwa, choć z wieloma zastrzeżeniami. W przyszłości większą uwagę należy skupić na próbach przyciągnięcia większej ilości ludzi spoza środowisk wolnościowych (nawet za cenę ograniczenia haseł antypaństwowych itp.), związkowców, bezrobotnych, bezdomnych i innych niezadowolonych. W przyszłym roku rządy SLD/UP nie będą dla nich w niczym lepsze niż dzisiejsza koalicja AWS/UW. Będą tak samo niezadowoleni a 1 Maja nie będzie innej alternatywy na wyrażenie swego niezadowolenia, jak uczestnictwo w alternatywnym, niezależnym i antykapitalistycznym pochodzie anarchistów. A więc do zobaczenia w 2002 roku na ulicach Warszawy, czy też innych miast.

  (Kr)


<< powrót