Anarchizm to społeczny mit
Z Larrym Gambone z Red Lion Press i „Any Time Now” rozmawia Wayne John Sturgeon.


  1. Czy mógłbyś się przedstawić, opowiedzieć o sobie i o tym w jaki sposób zainteresowałeś się społeczno-politycznym anarchizmem.

Odp.: Wychowałem się w wiejskiej Kolumbii Brytyjskiej, w pobliżu osiedli drwali na wyspie Vancouver. Byliśmy bardzo biedni, przez wiele lat żyliśmy bez elektryczności i bieżącej wody. Doszło do tego, że przez 3 lata mieszkaliśmy w przebudowanym kurniku. Ale pod pewnymi względami dorastanie w takich warunkach wyszło mi na dobre. Byłem zafascynowany środowiskiem naturalnym, które mnie otaczało i byłem nienasyconym czytelnikiem. Chociaż nigdy nie radziłem sobie zbyt dobrze w szkole, to już jako dorosły dostałem się na uniwersytet i skończyłem socjologię. W połowie lat 60-tych angażowałem się w działanie Nowej Lewicy. Było to jeszcze zanim zwróciła się ku maoizmowi i jej idee były wolnościowe. Anarchizm był naturalnym następstwem moich radykalnych doświadczeń z czasów studenckich. Mój pierwszy faktyczny kontakt z anarchizmem nastąpił poprzez „W hołdzie Katalonii” Orwella. Kilka miesięcy później przypadkowo poznałem starego członka IWW, który miał kufer pełen anarchistycznej literatury, którą mi pożyczył. To była rewelacja. Natychmiast zorganizowałem na campusie grupę anarchosyndykalistyczną, zacząłem wydawać zina i przedrukowywać literaturę. Było to 34 lata temu i robię to do tej pory. Chociaż mam wykształcenie uniwersyteckie, to zawsze byłem „prolem”. Obecnie pracuję jako dozorca w szpitalu.


  2. W twojej doskonałej broszurze pt. „Proudhon And Anarchism” opisujesz filozofię polityczną Proudhona jako stwarzającą warunki do połączenia „populizmu” i anarchizmu oraz prawicowo-lewicowego libertarianizmu. Dlaczego w tym kontekście Proudhon jest tak istotny?

Odp.: Proudhon był populistą zanim pojawili się populiści. Chciał zjednoczyć rzemieślników, robotników i drobnych przedsiębiorców przeciwko posiadającej ziemię politycznej, przemysłowo-finansowej klasie rządzącej. Chciał decentralizacji władzy. To jest populizm w samej swojej istocie. Opowiadał się także za wolnym handlem, dobrowolnym stowarzyszeniem i maksymalizacją dostępu do własności - za tym wszystkim opowiadają się wolnorynkowi libertarianie. Obecnie, jeśli myślisz poważnie o stworzeniu wolnościowego społeczeństwa, musisz zjednoczyć WSZYSKICH ludzi, którzy chcą zwiększenia zakresu swobód. Dlatego też potrzebujemy populistów i wolnościowej „prawicy”. Lewicowi wolnościowcy, którzy sądzą, że są w stanie poradzić sobie sami są po prostu niepraktycznymi sekciarzami.


  3. W jaki sposób, w twoim przekonaniu, Proudhon został źle zrozumiany i przedstawiony przez późniejszych „kolektywistycznych” anarchistów, zwłaszcza jeśli chodzi o wolnościową teorię ekonomiczną? Czy akceptujesz idee „wojny klasowej”?

Odp.: Jego idee nie są po prostu dobrze znane, może celowo. Każdy słyszał o tym, że „własność to kradzież”, ale niewielu wie co on przez to rozumiał i że nie był kolektywistą zamierzającym zgarnąć całą własność w jakąś jedną całość. Większość kolektywistów można posądzić o coś, co nazywał „asocjacjonalizmem” - o urzeczywistnianie chęci tworzenia organizacji zajmujących się sprawami, które lepiej pozostawić jednostkom lub rodzinom. Proudhon nie był typem marzyciela, ale człowiekiem praktycznym, francuskim chłopem, który oparł swoje idee na tym, co działało, nie na jakichś mrzonkach mierzących wszystkich jedną miarą. Raczej przyglądał się temu, co robili ludzie pracy, niż wymyślał jakieś „idealne rozwiązanie”. A tym, co robili, było praktykowanie pomocy wzajemnej. Class war? Class bore! Mamy rok 2002, nie 1902. Żyjemy w biurokratyczno-menadżersko-konsumpcyjnym społeczeństwie, nie w surowym półfeudaliżmie. Teoria elit ma dziś więcej sensu niż teoria klas. Cornelius Castoriadis z „Socialisme ou Barbarie” miał rację, kiedy w latach 60-tych kiedy widział linię podziału przebiegającą raczej między wydającymi rozkazy i wykonującymi je, niż w marksowskim rozumieniu klas jako „konia i wózka”, z niegodziwymi, noszącymi cylindry i palącymi cygara kapitalistami w roli „wózka” (czy też woźnicy nim powożącego), i przymierającymi głodem, uciskanymi robotnikami w roli „konia”, ciągnącego ten wózek.


  4. Wydałeś broszurę pt. „Capitalism Is Not Free Enterprise” („Kapitalizm to nie wolny rynek”), dotyczącą ekonomicznych idei Silvio Gesella. To bardzo ciekawy tytuł - czy mógłbyś wytłumaczyć podstawową tezę: dlaczego kapitalizm nie jest wolnym rynkiem?

Odp.: Cóż, wszystko zależy od twojej definicji kapitalizmu. Jeśli masz na myśli TRADYCYJNĄ libertariańską definicję, tak jak ja, to kapitalizm jest rozumiany jako wypaczenie wolnej wymiany przez jednostki, czy korporacje uprzywilejowane przez rząd, a więc z definicji kapitalizm nie jest wolnym rynkiem.


  5. Wygląda na to, że znajdujesz się pod wielkim wpływem tradycji amerykańskich anarchoindywidualistów (Benjamin Tucker, Josiah Warren, Lysander Spooner itd.). Co twoim zdaniem odróżnia tych ludzi od libertariańskiej prawicy, np. anarchokapitalistów? Czy można pogodzić anarchokapitalizm z zieloną i wolnościową etyką socjalistyczną?

Odp.: Amerykańscy indywidualiści uważali się za socjalistów i stanowili część ruchu robotniczego. Tucker nazwał się nawet „naukowym socjalistą”! Indywidualista Joe Labadie był ważnym przywódcą Rycerzy Pracy i Amerykańskiej Federacji Pracy. Oczywiście, znaczenie słowa „socjalizm” zasadniczo zmieniło się od tamtego czasu. W 1880 r. oznaczało kooperatywne stowarzyszenie, nie zaś czczenie idei Państwa. Zmiana znaczenia stała się przyczyną nieporozumień. To co ja nazywam wolną wymianą, anarchokapitaliści nazywają kapitalizmem. Dla mnie z kolei kapitalizm jest odpowiednikiem ich merkantylizmu lub etatyzmu, który działa im na nerwy podobnie jak mnie. Brałem udział w wielu przyjacielskich dyskusjach z anarchokapitalistami i uważam, że można się z nimi dogadać łatwiej niż z tzw. lewicowymi anarchistami. Jeśli to, czego chcą lewicowi anarchiści lub zieloni jest spontaniczne i dobrowolne, to dobrze. Tak czy inaczej, w bezpaństwowym (lub prawie bezpaństwowym) społeczeństwie, ekonomia staje się sprawą osobistego wyboru.


  6. Jaką ważność ma dla nas anarchosyndykalistyczna tradycja w XXI w.? Czy może być oddzielona od bardziej kolektywistycznych szkół anarchizmu? Jaki miała związek z ewolucją reakcyjnego faszyzmu? (Nawiązuję tutaj do twojej najnowszej publikacji, „Droga do faszyzmu”, w której poruszasz te problemy).

Odp.: Samozarządzanie jest prawdopodobnie tą składową tradycji syndykalistycznej, która przemawia do nas po dzień dzisiejszy. Większość z nas zmuszona jest pracować dla kogoś innego, a nasze miejsca pracy są zorganizowane na feudalnych zasadach. Było kilka rodzajów syndykalizmu, jeden optował ku wolnościowemu komunizmowi, inny faworyzował gospodarkę mieszaną. Ten drugi wydawała się być pod wpływem Proudhona. Anarchosyndykalizm nie miał bezpośredniego związku z faszyzmem, który wyrósł z rewolucyjnego marksizmu, nie zaś z anarchizmu klasy robotniczej. Włoski faszyzm powstał w wyniku porażki ortodoksyjnego marksizmu, który nie potrafił adekwatnie opisać rzeczywistości. Porażka stała się zbyt oczywista i w końcu rewolucyjni marksiści przejęli część idei anarchosyndykalizmu, tworząc odmienny marksistowski syndykalizm. Kiedy klasa robotnicza odmówiła przyjęcia tej propozycji, została porzucona, ale idea rewolucji przetrwała. To był pierwszy krok w kierunku totalitaryzmu. Anarchizm w pewnym stopniu miał wpływ na powstanie faszyzmu, ale był to jedynie ekstremistyczny odłam, nie główny nurt. Ten odłam, który zagroził zastrzeleniem Malatesty jako „zdrajcy”, gloryfikował przemoc i wierzył w protofaszystowską doktrynę „cel uświęca środki” (Mussolini uwielbiał tych „anarchistów”). Przy okazji – „Droga...” nie jest ćwiczeniem akademickim, ale ostrzeżeniem. Kiedykolwiek ma się do czynienia z hiperaktywnymi radykalnymi grupami, napadającymi przeciwników, zakłócającymi spotkania i dokonującymi innych „uświęconych celem” wyczynów, istnieje niebezpieczeństwo zrodzenia się faszyzmu. Anarchizm nie może być pozbawiony swoich zasad. Odrzucając zasady jest się na prostej drodze do terroryzmu i totalitaryzmu.


  7. Jakie są twoje przemyślenia na temat 11 września i „Wojny z Terroryzmem”? Czy wojna zawsze uzdrawia państwo?

Odp.: 11 września to przerażający akt barbarzyństwa, z premedytacją wymierzony w ludzi pracy przez bandę klerykalnych, faszystowskich pomyleńców. Wbrew punktowi widzenia stalinowskiej lewicy i neonazistowskiej prawicy, Stany Zjednoczone nie zasługiwały na to. Nikt na to nie zasługuje, niezależnie od tego co zrobił. To było zło, chory czyn. Oczywiście, polityka rządu amerykańskiego ułatwiła stworzenie emocjonalnych podstaw ataku, ale zasłużenie sobie na to to inna sprawa. Jeśli USA „zasługiwało na to” z powodu pomocy udzielonej Izraelowi itd., to co w związku z tym Tybetańczycy powinni zrobić Chińczykom albo Ormianie Turkom? Potraktować ich bronią jądrową?
Sama natura państwa sprawiła, że odwet rządu amerykańskiego był nieuchronny. Myślenie, że on miał wybór w tej materii jest naiwne, pokazuje brak zrozumienia znaczenia państwa czy władzy politycznej. Mówienie tego nie oznacza usprawiedliwiania zemsty lecz postrzeganie jej jako pożałowania godnego faktu. Moim zdaniem trzeba być straszliwym głupcem, by atakować największą potęgę militarną świata. To, że talibańska Al-Kaida została zniszczona jest oczywistym wynikiem jej brutalnych, absurdalnych fantazji. Ludzie pracy zawsze byli wrogo nastawieni do używających przemocy grup samozwańczych zbawicieli klasy robotniczej. Po 11 września ta wrogość jest jeszcze większa. Przemiany społeczne muszą wynikać z masowych, pokojowych głównie działań, albo nie nastąpią w ogóle. Ludzie nie zaakceptują niczego innego. Tak, rzeczywiście, wojna zawsze uzdrawia państwo. Teraz przekonaliśmy się o tym, kiedy 11 września został wykorzystany jako usprawiedliwienie dla sił wrogich swobodom obywatelskim.


  8. Twoje błyskotliwe wprowadzenie do żydowskiego wspólnotowego anarchizmu Gustava Landauera odnosi się do przemyśleń Landauera nad potrzebą pojawienia się „świadomości etnicznej” w wolnościowym społeczeństwie. Czy mógłbyś wyjaśnić i rozwinąć ten temat?

Odp.: Świadomość etniczna jest poczuciem głębokich społecznych więzi istniejących wewnątrz społeczności. Więzi te przyjmują formę dobrowolną i kooperatywną, ale nie mogą być redukowane wyłącznie do zrzeszenia – zawierają w sobie również kulturę, w wielu tego słowa znaczeniach, oraz historię regionu. Społeczność jedynie ułatwia powstawanie świadomości etnicznej i vice versa. Wolność nie wyrasta w wyalienowanym, wykorzenionym środowisku. Częściej niż z ludźmi żyjącymi w społeczności i tworzącymi swoją własną kulturę, ma się do czynienia ze stadem wyizolowanych jednostek, hołdujących masowo produkowanej pop kulturze. Fałszywy indywidualizm zajął miejsce starszego indywidualizmu socjalnego, opartego na wspólnocie i odpowiedzialności. Ten pseudo-indywidualizm jest nihilistyczny, sprzyja powstawaniu problemów społecznych, które później stają się usprawiedliwieniem dla interwencji państwa. (To z kolei prowadzi do jeszcze dalej posuniętej alienacji itd., w błędnym kole). Państwo to ubogi środek zastępczy prawdziwej wspólnoty. Mimo to, na peryferiach wciąż wspólnota i świadomość etniczna istnieje. Muszą one jednak być chronione zarówno przed państwem, jak i masową pseudo-kulturą. I to, moim zdaniem, jest zadanie anarchistów.


  9. W odniesieniu od publikacji „Czym jest populizm?” - zależy Ci na odróżnieniu „populizmu” od „nacjonalizmu”, który, jak sądzisz, ma swoje korzenie w reakcyjnym jakobińskim centralizmie. Możesz powiedzieć więcej, dlaczego uważasz, że ważne jest rozróżnienie między tymi dwoma terminami?

Odp.: Prawdziwy populizm jest decentralistyczny i zakorzeniony w lokalnej sytuacji. Populiści boją się silnego, scentralizowanego rządu, troszczą się nie o państwo narodowe, ale o ludzi. Populiści nie są zainteresowani w narzucaniu swoich przekonań innym ludziom, są „izolacjonistami”. Nacjonaliści są „interwencjonistami”, którzy popierają silny rząd centralny, obawiają się lokalnych kultur jako dzielących tzw. narodowy interes. Narodowy interes nieuchronnie przybiera imperialistyczne zabarwienie. Nacjonalizm jest czysto ideologiczny, wyrastający z Rewolucji Francuskiej i frakcji jakobińskiej. Chociaż populizm jest także ideologią, ma swoje źródło w okresie przedideologicznym i dlatego jest o wiele mniej abstrakcyjny. Tutaj muszę zastosować dwudzielność, jak robili to Proudhon, Orwell i Huizinga, pomiędzy patriotyzmem a nacjonalizmem. Patriotyzm jest tak stary jak rodzaj ludzki. To naturalny odzew i przywiązanie do ziemi – który rzeczywiście oznacza czyjąś społeczność i sposób bycia. Jest to obronne, proste pragnienie, aby zachować to, co się pielęgnuje. Zauważyłem, że na swojej stronie nazwałeś się „angielskim nacjonalistą”, ale z lektury twoich tekstów wiem, że nie jesteś nacjonalistą, ale angielskim patriotą typu George`a Orwella.


  10.Jakie są Twoje poglądy na temat przemocy? Non violence czy walka zbrojna – to spór, który nie odstępował anarchizmu przez lata. Czy system mutualizmu Proudhona proponował bardziej pokojową „trzecią drogę” ponad reformizmem partii politycznych i krwawą rewolucją?

Odp.: Fakt, że spór o to jeszcze trwa wskazuje, że niektórzy anarchiści nie mają kontaktu z rzeczywistością. Frakcja popierająca przemoc ulega potrójnej fantazji. Pierwszą z nich jest przypuszczenie, że wielu ludzi chciałoby gwałtownego przewrotu, drugą, że powstanie odniosłoby sukces, trzecią, że powstały ustrój byłby lepszy od poprzedniego. Historia XX wieku nie potwierdziła tego. Mutualizm rzeczywiście proponuje „trzecią drogę”, ale czwarta czy piąta również może być potrzebna. Żadna teoria nie jest doskonała i mutualizm także nie jest pozbawiony wad. Co zrobić z 10-20 % ludźmi, którzy są zbyt biedni, aby przyłączyć się do systemu wymiany? Będą musieli być sponsorowani w jakiś sposób. Pomimo wad teoria proponuje jakąś praktyczną alternatywę.
Dawniej w 1902 r. tylko bogaci płacili podatek dochodowy, byli konsumentami i inwestorami. Zwykli ludzie po prostu dla nich pracowali. Dziś zwykli ludzie wypełniają te wszystkie role i system zależy od nich, tak więc zapędził się on w ślepy zaułek. Gdyby duże masy ludzi miały zmienić swoje konsumpcyjne i inwestycyjne nawyki i równocześnie sprzeciwić się płaceniu podatków, system popadłby w kłopoty. Około 1/3 PKB w rozwiniętym kraju to państwowe służby socjalne. Gdyby ludzie stworzyli mutualistyczne alternatywy, olbrzymia część gospodarki byłaby w ich rękach. To nie jest jakiś utopijny, narkotyczny sen. Fundusze emerytalne są z pewnością największymi zrzeszeniami inwestowania kapitału. Wszystko co powinno być robione to radykalizowanie i rozwijanie tego, co już istnieje. Tak jak stary Wobblie zwykł mówić: „nowe będzie w starej skorupie”.


  11. Co myślisz o ekonomicznych teoriach kredytu społecznego, socjalizmu gildyjnego i dystrybucjonizmu? W czym są one podobne i czym różnią się od mutualizmu ? Sądzę, że potrzebujemy trzeciej drogi, poza tyranią etatyzmu i autonomią wolnego rynku.

Odp.: Socjalizm gildyjny był syntezą syndykalizmu i socjaldemokracji, stąd wywodzi się kredyt społeczny. Wiem niewiele o nim i o dystrybucjonizmie, ale wydaje mi się, że opierały się one na decentralizacji, demokracji i wolnej wymianie, w czym są zgodne z mutualizmem. Zastanawiam się jednak kto będzie wydawał socjalne dywidendy? Przypuszczam, że mogłoby to być robione poza rządem, ale obawiam się, że może stać się przeciwnie - mimo nadziei skończy się to jako sprawa państwowa i w ten sposób da mu rządowi zbyt wiele władzy. Nie zgadzam się, że jest to sprawa znalezienia rozwiązania między Państwem a rynkiem. Wolny rynek nigdy nie istniał i nie będzie istniał tak długo, jak długo państwo i korporacje się nim zajmują. Całe to gadanie o wolnym handlu jest dzisiaj oszustwem. To, co mamy to handel zarządzany. Rzeczywista „trzecia droga” jest faktycznie „drugą drogą” – alternatywą dla dwóch różnych rodzajów etatyzmu: etatyzmu totalitarnego (leninizm i faszyzm) i demokratycznego etatyzmu korporacyjnego.


  12. Co myślisz o zielono-anarchistycznej teorii ekonomicznej Richarda Hunta przedstawionej w „Alternative Green”? Jakie są twoje konstruktywne uwagi krytyczne?

Odp.: Jest mi trudno obiektywnie ocenić teorię, która pozbawiłaby nas przemysłowej technologii. Bez niej byłbym martwy od 40 lat! Jako konstruktywną krytykę mogę zaproponować spostrzeżenie: nie powinno się próbować konstruować teorii na sposób prawnika broniącego klienta. Jest to dobre do pisania polemiki, ale nie poważnej teorii. Nie istnieje teoria, która nie miałaby wad i ograniczeń, jest to szczególnie prawdziwe dla nauk społecznych, gdzie może istnieć taka różnorodność interpretacji danych. Myślę, że dużo lepiej jest pracować intensywnie, aby odkryć, gdzie twoja teoria nie sprawdza się. Jakkolwiek istnieją pewne różnice między mną a Richardem na temat teorii ekonomicznych, ogólnie jesteśmy zgodni na temat rodzaju społeczeństwa, jakie chcielibyśmy widzieć. Oto, co jest naprawdę ważne. Jest wiele dróg do wolności i nie wszystkie z nich będą tymi, które osobiście wybrałbyś.


  13. Co twoim zdaniem mogłoby być anarchistyczną odpowiedzią na problem czym zastąpić rządową policję, więzienia itp.? Czy sama ludzka natura nie czyni społecznego anarchizmu nierealnym marzeniem? Czy nie byłoby mądrzej stawiać sobie za cel „minarchię” - władzę minimalną? Czy nie jest najlepszym rządem taki, który rządzi najmniej, a nie taki, który w ogóle nie rządzi? Czy anarchia nie zastąpiłaby tylko tyranii „kogoś” tyranią „nikogo”?

Odp.: Pozbycie się systemu więziennictwa nie jest aż tak trudne, jak niektórym może się wydawać. Przynajmniej połowa więźniów to ci, którzy popełnili przestępstwa nie pociągające za sobą bezpośrednio ofiar w ludziach, takie jak sprzedaż narkotyków czy prostytucja. Skasujmy nonsensowne, okrutne prawa, a pozbędziemy się połowy więźniów. Pozostali to co najmniej w połowie ludzie skazani za przestępstwa przeciwko mieniu i inne, pomniejsze. Jeśli ich kary zastąpimy obowiązkiem płacenia odszkodowań, wówczas także i ich nie będzie trzeba umieszczać w więzieniach. Jeśli chodzi o pozostałych – naprawdę niebezpiecznych przestępców jak pedofile, gwałciciele i seryjni zabójcy, to są to ludzie - pomimo przestarzałych zapatrywań przedstawicieli wymiaru „sprawiedliwości” - chorzy umysłowo, psychopaci, w większości nieuleczalnie chorzy. Nie powinni być zamykani w więzieniach, lecz izolowani. Jeśli chodzi o policję – w społeczności zdecentralizowanej i zorganizowanej w niewielkie wspólnoty jej pracę mogliby wykonywać ochotnicy, rodzaj sąsiedzkiej milicji. Przebudowa społeczeństwa oznacza o wiele mniej alienacji, a więc o wiele mniej przestępstw. Wystarczy spojrzeć na istniejące obecnie małe społeczności – charakteryzuje je bardzo mała liczba przestępstw. To w wielkich miastach ich wskaźnik jest wysoki.
Anarchizm w czystej postaci jest nieziszczalnym marzeniem. Proudhon uważał, że pewne problemy są odwieczne. Jednym z nich jest konflikt między wolnością a władzą. Możemy jedynie próbować ograniczyć władzę, nie usunąć ją całkowicie. Anarchia to SPOŁECZNY MIT. Jak każdy taki mit pełni ona swoją funkcję, a jest nią bycie wiecznym, niedosiężnym celem, czymś, co zmusza nas do działania, chroni przed stagnacją, przed zaprzestaniem walki o większy zakres wolności. A ludzka natura? Jeśli ludzie są podzieloną gromadą, zdolną zarówno do przerażającego zła jak i dobra, o czym jestem przekonany, to zepchnąć odpowiedzialność za całą resztę ludzi na niewielką grupę tych skłóconych ze sobą nieszczęśników byłoby najbardziej niemądrym z możliwych rozwiązań, bowiem stukrotnie zwiększyło by nasze problemy. O wiele lepiej umożliwić każdemu rozwiązanie jego problemów w grupie przyjaciół. Wówczas każdy będzie nadal popełniał błędy, ale będą to JEGO błędy, a nie te popełniane przez rządzącą, dbającą tylko o własny interes, nierzadko bezrozumną elitę.
Jest kilka powodów, by nie stawiać sobie za cel „minarchii”. Jeśli chcesz, aby szef dał ci 10% podwyżki, czy prosisz o to? Nie, bo jeśli tak zrobisz, dostaniesz najwyżej 5% więcej, prosisz więc szefa o 20%. Rzeczywistość opiera się na kompromisie. Walcz o władzę minimalną, a prawdopodobnie rozluźnisz system władzy centralnej, lecz nie tak bardzo, jak byś chciał. Walcz o anarchię, a wynikiem kompromisu z przeciwnikiem może być władza minimalna. Ponadto ludzie mają skłonność do spoczywania na laurach. Wprowadziwszy „minarchię” ludzie przestaną być czujni i nieuprawniona władza centralna zakradnie się do nas z powrotem. Dysponując jednak tysiącami obrońców anarchii, gotowymi rzucić się do gardła jej przeciwnikom przy najmniejszym podejrzeniu, że dążą oni do przejęcia władzy, można być pewnym swej wolności.
Tyrania bez tyrana? To mogłoby się ziścić w świecie całkowitego wyobcowania ludzi. Ale dostrzegam funkcjonującą już do pewnego stopnia społeczność. To ona wymusza cichą i formalną zgodę, kompromisy, wspólne rozwiązywanie problemów przez stających przed nimi ludźmi. To rodzaj prawdziwej demokracji, w której nikt nie jest całkowicie zdominowany przez małą grupę i każdy ma swój wkład we wszystko, co go dotyczy.


  14. Jak zapatrujesz się na sprawy duchowe i religię? Czy poruszasz się w obrębie jakiegoś podstawowego filozoficznego światopoglądu lub wiary?

Odp.: Aldous Huxley napisał książkę pt.: ”Wieczna filozofia”, w której zawarł podstawową, powszechną filozofię tworzącą podwaliny pod każdą główną religię i kierunek filozoficzny. Mogę powiedzieć, że określa ona wszystko, w co wierzę. Jeśli chodzi o poszczególnych filozofów... Dorastanie w zetknięciu z dziką przyrodą nauczyło mnie ogarniania myślą całości, poszerzyło moje horyzonty. Moje późne dzieciństwo pełne było konfliktów, więc naturalnie zacząłem myśleć o sprzecznościach i potrzebie rozwiązania ich. Byłem heglistą na długo przed poznaniem filozofii Hegla. Inni, niekoniecznie zaliczani przez autorytety naukowe do grona filozofów pisarze także odegrali znaczącą rolę. Już wspomniałem o Huxley’u. Wielki wpływ miał na mnie George Orwell, lecz także Albert Camus i Simone Weil. Wśród żyjących współcześnie myślicieli wyróżniam Roberta Antona Wilsona, Choć podejrzewam, że to przekłamanie, gdyż Wilson to anarchista, a przypuszczam, że pytasz raczej o nieanarchistów. Studiowałem także antropologię, podobnie jak mity i literaturę „mistyczną”. Osiemnastowieczny ateizm i racjonalizm rozwinął się dobrze zanim pojawiły się takie dziedziny nauki jak antropologia, paleontologia i psychologia, a do nadania sensu wierze trzeba było, o ironio, sięgnąć do naciąganych bajek – tak, jak czynili to pierwsi ludzie, by wyjaśnić to, co nieznane. Dziś już wiemy, że korzenie wiary leżą w samych początkach istnienia Homo Sapiens. Nie jest ważne dla tej dyskusji pytanie, czy Bóg istnieje, czy nie, lecz naturalne ludzkie pragnienie wielkości i wieczności. Parafrazując Orwella; możesz zniszczyć WIARĘ, lecz nie PRAGNIENIE wiary. Możesz wyeliminować Boga, lecz pojawi się na jego miejscu Hitler. Nasz cel to nie zniszczenie życia duchowego, ale skierowanie tego naturalnego pragnienia w ludzkim i zdrowym kierunku.


  15. Jak ludzie kontaktują się z tobą i dowiadują więcej o Wydawnictwie Red Lion i piśmie „Any Time Now”?

W sprawie Red Lion Press należy się zwracać do Larry’ego Gambone pod adres: Box 174 Succ.D : Montreal QC : H3K 3B9 : Kanada.
Mamy stronę internetową: http://mywebpage.netscape.com/LarryGambone/redlionpublicationshtm

Zainteresowani „Any Time Now” mogą napisać pod adres: c/o Affinity Place, Argenta BC V0G 1B0, Kanada.
Istnieje też wersja elektroniczna tego zina: http://groups.yahoo.com/group/freezine1atn
i strona internetowa:
http://sites.netscape.net/atnzine.

Wszyscy zainteresowani mutualistycznymi alternatywami wobec etatyzmu mogą odwiedzić witrynę: http://mywebpage.netscape.com/LarryGambone/homepage.htm.


  Wywiad ukazał się pod tytułem „Przeciwko faszyzmowi prawicy i dogmatyzmowi lewicy” w numerze 31 (wiosna 2002) magazynu „Alternative Green”. Przedruk za zgodą Autora.


<< powrót