Tomasz Muntzer - Religia w służbie rewolucji


Religia w środowiskach anarchistycznych postrzegana jest często jako czynnik hamujący rozprzestrzenianie się koncepcji wolnościowych, osłabiający w ludziach wolę walki o świat bez panów i neutralizujący postawy rewolucyjne wśród ludu.

W tym przekonaniu jest sporo racji. Wierzenia religijne wykorzystywane były często przez klasy panujące do uzasadniania istniejącego porządku społecznego. Podział społeczeństwa na klasę rządzącą i rządzoną, posiadającą środki produkcji i nie posiadającą ich, usankcjonowany został przez kapłanów i teologów boskim prawem, które rzekomo przewiduje istnienie w społeczeństwie panów i służących. W zamian za rzetelną służbę na rzecz swoich panów, życie ciche i pobożne, a więc pozbawione buntu i pragnienia zmiany, kapłani i teolodzy oznajmili ludowi, iż w zaświatach czeka nań nagroda za ziemską służbę dla boga i klas rządzących. Przekonanie takie odnaleźć można w większości wierzeń religijnych, choć oczywiście występuje ono w różnych formach. Również obecnie większość teologów chrześcijańskich próbuje uzasadniać konieczność istnienia władzy politycznej (oczywiście funkcjonującej w ramach demokracji parlamentarnej) oraz kapitalistów Bożą wolą, naturalnym porządkiem stworzenia itd., karmiąc jednocześnie ludzi tekstami o solidaryzmie społecznym, o konieczności pracy polityków i kapitalistów na rzecz bliźnich i tym podobnymi dyrdymałami. Teolodzy ci są zwolennikami reformizmu, ale przeraża ich możliwość daleko idących przemian polityczno – gospodarczych, które mogłyby doprowadzić do upadku systemu dzielącego społeczeństwo na rządzących i rządzonych, wszak wszelkie podziały społeczne znikną dopiero w bliżej nieokreślonym eschatonie * za sprawą Boga, a wszelka myśl, że nierówności te można znieść dzięki czynowi rewolucyjnemu ludzi, uznawana jest przez nich za wyraz ludzkiej hybris, pychy człowieka, któremu wydaje się, że może tworzyć rzeczywistość, tak jakby był Bogiem. Przyjmując takie stanowisko większość współczesnych teologów chrześcijańskich kontynuuje w gruncie rzeczy główny nurt średniowiecznej teologii społecznej, która uznawała porządek feudalny – jako dany przez Boga – za niezmienny, tyle tylko, że dzisiaj tym uświęconym przez Boga porządkiem ma być demokracja parlamentarna i kapitalizm w wersji chadeckiej, ewentualnie socjaldemokratycznej.** W świetle powyższych spostrzeżeń trzeba przyznać, że generalnie chrześcijaństwo jest przykładem religii hamującej rozwój idei wolnościowych, neutralizującej nastroje rewolucyjne wśród ludu.

Wszelako obok głównego nurtu chrześcijaństwa promującego wstecznictwo, pojawiały się w chrześcijaństwie osoby, a nawet całe ruchy religijne o nastawieniu rewolucyjnym, pragnące wyzwolić ludzkość od władzy możnych, dążące do powszechnego braterstwa i równości ludzi tu i teraz, a nie dopiero w zaświatach. Okazuje się, że dla tych osób chrześcijaństwo stało się inspiracją do walki o wolność, ostatecznym uzasadnieniem ich rewolucyjnych poglądów. Istnienie owych chrześcijan powoduje, iż musimy wstrzymać się przed jednoznaczną oceną chrześcijaństwa jako religii zabijającej w ludziach ducha buntu i walki o świat bez panów i poddanych.

W niniejszym artykule przedstawię sylwetkę jednego z chrześcijańskich rewolucjonistów – żyjącego w wieku szesnastym Tomasza Mϋntzera, o którym można śmiało powiedzieć, że był szesnastowiecznym anarchistą. Jak za chwilę się przekonamy, w jego teologii społecznej pojawiają się koncepcje, które znajdziemy później w pismach dziewiętnastowiecznych klasyków anarchizmu. Chcąc jednak dobrze zrozumieć poglądy Mϋntzera musimy osadzić jego teologię w epoce, w której żył i zapoznać się z wydarzeniami, jakie wstrząsnęły Rzeszą Niemiecką na początku szesnastego stulecia.

31 października 1517 roku młody mnich augustiański Marcin Luter ogłosił w Wittenberdze 95 tez, w których zawarł krytykę odpustów sprzedawanych przez wysłanników Rzymu po całej Europie. Czym były odpusty? Otóż według papieża i jego wysłanników ludzie pragnący uniknąć kary czyśćca powinni wykupić za pieniądze list odpustowy. To, czy kara czyśćca została całkowicie odpuszczona, czy też tyko pewna jej część, zależało od wysokości kwoty, za jaką kupowało się odpust. Oczywiście ludzie zamożni mogąc wydać więcej pieniędzy na odpust mieli większą szansę na uniknięcie czyśćca niż biedacy, którzy z oczywistych względów musieli liczyć się z długim pobytem w czyśćcu. Kompetencje do odpuszczania kar czyśćcowych (w zamian za wpłaty na rzecz papiestwa) przypisywał sobie papież. Zgodnie z doktryną głoszoną przez średniowiecznych papieży, dobre uczynki świętych i Chrystusa utworzyły coś w rodzaju skarbca dobrych uczynków, z którego papież może czerpać i rozdawać dobre uczynki ludziom cierpiącym na ich niedobór w zamian za wpłacenie przez nich określonej kwoty pieniędzy dla kurii rzymskiej. Z chwilą zapełnienia niedoboru dobrych uczynków u danego delikwenta, ulegała skróceniu także liczba lat, które musiał spędzić on w czyśćcu.

Luterska krytyka odpustów posiadała dwa aspekty: teologiczny i społeczny. Luter – teolog podważył autorytet papieża stwierdzając, iż papież nie posiada kompetencji odpuszczenia grzechów poprzez udzielanie odpustów, gdyż grzechy mogą zostać odpuszczone człowiekowi jedynie dzięki wierze grzesznika w zbawcze znaczenie krzyża Chrystusa. W tezie 52 Luter napisał: „Próżna jest wiara w zbawienie przez listy odpustowe, nawet gdyby (...)sam papież dał za nie w zastaw swą duszę”. W ten sposób Luter zaatakował instytucję papiestwa i zindywidualizował wiarę, gdyż odtąd akt zbawienia stał się sprawą indywidualnego stosunku człowieka do Boga, zostając oderwany od rzekomych kompetencji zbawczych Kościoła Rzymskiego. W ogniu dyskusji z wysłannikami papieża, którzy próbowali argumentami i groźbami zmusić reformatora do odwołania jego tez, Luter zaczął negować kolejne doktryny głoszone przez papiestwo, otwierając w ten sposób drogę dla swobodnych poszukiwań teologicznych.

Wspomniałem, że w tezach Lutra krył się także aspekt społeczny. Otóż Luter, pochodząc z rodziny chłopskiej, wiedział bardzo dobrze, że wędrowni sprzedawcy odpustów nachodząc wsie i miasteczka grożą prostym ludziom mękami w czyśćcu, zmuszając ich w ten sposób do wydawania ostatniego grosza na zakup odpustów,*** który następnie zasila fundusze samego papieża i - rzecz jasna - sakwy papieskich sprzedawców odpustów (papież nie zapominał o swoich dzielnych kaznodziejach). Ta łupieżcza działalność wysłanników „Ojca Świętego” podbudowana religijną retoryką wzbudziła sprzeciw Lutra. W tezie 67 Luter szydził: „Odpusty, okrzyczane przez kaznodziei jako największe łaski, można istotnie tak pojmować, ale tylko mając na myśli pomnażanie ich zysków.” W tezie 50 czytamy natomiast: „Pouczyć należy chrześcijan, że gdyby papież znał metody ściągania pieniędzy stosowane przez głosicieli odpustów, wolałby, żeby bazylika św. Piotra w proch się rozsypała, niż by ją budować za cenę skóry, mięsa i kości swoich owiec.” Oczywiście Luter zdawał sobie sprawę z tego, że papież wie o tym, iż sprzedawcy odpustów strasząc „swoje owce” mękami czyśćcowymi ograbiają biedaków z ostatnich pieniędzy, które następnie przeznaczane były przez renesansowych papieży między innymi na rozbudowę bazyliki św. Piotra. Teza 50 kryje w sobie zatem subtelną drwinę z papieża.

Wystąpienie Lutra obudziło nadzieję w masach ludowych. Wielu prostych ludzi i zbuntowanych teologów uwierzyło, że w osobie Lutra pojawił się obrońca uciśnionych warstw społecznych. Nastąpiła wyraźna radykalizacja nastrojów wśród chłopstwa i biedoty miejskiej. Lud zaczął dopominać się coraz głośniej swoich praw.

Jednym z owych zbuntowanych teologów liczących na to, że reformacja luterańska doprowadzi do radykalnej zmiany społecznej, dzięki której lud wyzwoli się ze swojego poddaństwa, był urodzony w Stolbergu w roku 1488 Tomasz Mϋntzer. Z Lutrem Mϋntzer związał się wcześnie. Przypuszczalnie wspierał Lutra w jego dyskusji z wysłannikiem papieskim Johannem Eckiem, podczas debaty w Lipsku (1519). W tymże roku objeżdżał niemieckie miasta z listem polecającym od Lutra i propagował jego poglądy. Na początku 1520 r. Mϋntzer otrzymał od protestanckiej rady miejskiej w Zwickau zaproszenie do głoszenia kazań w tamtejszym kościele św. Katarzyny. Już wtedy zaczął odchodzić od nastawionej reformistycznie i kompromisowo teologii społecznej Lutra,**** twierdząc, iż należy znieść całkowicie władzę feudałów i obalić instytucję państwa. Niebawem wszedł w spór z ortodoksyjnie luterańskim teologiem Ergamem, również przebywającym w Zwickau, a miasto stało się widownią walki między teologami, którzy wzajemnie obrzucali się inwektywami i ekskomunikami. W Zwickau, leżącym blisko czeskiej granicy, znalazła się grupa ludzi, która z entuzjazmem przyjęła nauki Mϋntzera. Był to proletariat miejski i rzemieślnicy z cechu sukienników, wyznający jeszcze przed przybyciem Mϋntzera rewolucyjne poglądy pochodzenia husycko – taboryckiego. Mϋntzer zresztą w sposób świadomy nawiązał do rewolucyjnego husytyzmu i upatrywał swoich prekursorów w Janie Husie i Janie Żižce. O jego zainteresowaniu husytyzmem świadczy wizyta w Czechach w roku 1521, która miała na celu przygotowanie rewolucji ludowej w tym kraju.

Pomimo radykalnych poglądów i ciągłych starć z ortodoksami protestanckimi Mϋntzer aż do 13 lipca 1524 r. działał jako kaznodzieja luterański. Tego zaś dnia został zaproszony do wygłoszenia kazania na zamku w Allstedt przez księcia Jana Wettina, zwolennika luteranizmu oraz innych sprzyjających Lutrowi możnowładców, którzy na własne uszy pragnęli usłyszeć, co też ma do powiedzenia kontrowersyjny kaznodzieja. W wystąpieniu przed niemieckimi magnatami Mϋntzer skrytykował system feudalny jako antyboski i zapowiedział, że nadchodzi Królestwo Boże, w którym nierówności społeczne zostaną usunięte, zaś tymi, którzy w imieniu Boga zaprowadzą na świecie ład, będzie lud.***** Jak można było się spodziewać, możnowładcy poczuli się dotknięci do żywego, a książę Jan zabronił Mϋntzerowi dalszej działalności kaznodziejskiej. Mϋntzer zaczął wtedy rozpowszechniać swoje poglądy jako wędrowny kaznodzieja, pozyskując rzesze zwolenników wśród ludu. Ziarno padło na podatny grunt. Od czasu wystąpienia Lutra wśród chłopstwa i biedoty miejskiej wrzało. Teraz pojawił się wśród ludu teolog, który poparł rewolucyjne nastroje biedaków swoją teologią. Wkrótce na terenie Rzeszy doszło do licznych antyfeudalnych wystąpień chłopstwa i ubogich mieszczan. Zrewoltowane masy zdobyły wiele zamków i miast. Nawiązując do myśli Mϋntzera, po usunięciu feudałów ludzie organizowali się w społecznościach lokalnych, opartych na zasadach demokracji bezpośredniej (o poglądach społecznych Mϋntzera napiszę szerzej w ostatniej części artykułu). Wkrótce powstała w Niemczech ludowa armia rewolucyjna, na której czele stanął Tomasz Mϋntzer.

Niestety Marcin Luter nie spełnił oczekiwań Mϋntzera i ludu, odcinając się od rewolucji, a w końcu potępiając ją w kilku swoich pismach. Luter zaapelował co prawda do sumień feudałów prosząc ich o ulżenie doli chłopów, jednocześnie jednak nakazał poddanym zachowanie lojalności wobec władzy, nawet gdyby była to władza zła i bezduszna, bo wolą Boga jest wedle niego, aby chrześcijanin nauczył się nieść swój krzyż w pokorze. Luter starał się niewątpliwie swoimi pismami zgasić płomień rewolucji. Trudno się zresztą dziwić, że nie był zainteresowany obaleniem władzy feudałów, wszak bardzo wielu możnowładców niemieckich stało po jego stronie w walce z papieżem, chcąc uwolnić się od ingerencji papiestwa w politykę Rzeszy. To właśnie dzięki ochronie udzielonej przez tych ludzi Luter mógł głosić w Wittenberdze swoje poglądy nie bojąc się, że podzieli los wcześniejszych reformatorów, którzy na rozkaz Kościoła Rzymskiego spłonęli na stosie. Rzecz jasna Luter stał się nieprzejednanym wrogiem Mϋntzera atakując go w swoich dziełach. Mϋntzer odgryzał się Lutrowi, nazywając go „tuczonym wieprzem” karmionym ręką możnych i „bratem łagodne życie”, który boi się rewolucyjnych przemian.

Sponsor i obrońca Lutra, heski landgraf Filip na wieść o sukcesach wojsk Mϋntzera w Turyngii postanowił uderzyć właśnie na nią, zakładając słusznie, że rozbicie wojsk dowodzonych przez Mϋntzera osłabi ducha rebeliantów w innych częściach Niemiec. 15 maja 1525 r. Filip, uciekając się do podstępu, który polegał na podjęciu pozorowanych negocjacji z dowodzącym wojskiem ludowym Mϋntzerem, rozbił niespodzianym uderzeniem zgrupowanie buntowników pod miastem Frankenhausen. Zdobywszy następnie miasto, kazał wymordować wszystkich mężczyzn, jacy się w nim znajdowali. Mϋntzer został ujęty i przewieziony do Mϋhlhausen, gdzie wraz z dwudziestoma czterema towarzyszami został poddany torturom, a potem ścięty 27 maja. Marcin Luter przyjął z ulgą wieść o śmierci zbuntowanego teologa i masakrze jego zwolenników we Frankenhausen, uznając to za wyraz sądu bożego nad Mϋntzerem.

W osobie Mϋntzera niepokoiło i denerwowało Lutra nie tylko jego postępowanie, ale może nawet bardziej poglądy ludowego teologa, które poderwały do walki o nowy świat tysiące ludzi w Rzeszy. Warto więc zatem w tej części artykułu przyjrzeć się bliżej przesłaniu Mϋntzera. Jego koncepcje społeczno – polityczne łączą się ściśle z jego nauką o Bogu oraz mistycznym wyobrażeniem Słowa Bożego, dlatego też zanim przejdziemy do teologii społecznej buntownika z Zwickau, musimy choć parę słów powiedzieć na temat powyższych zagadnień.

W nauce o Bogu stał Mϋntzer na gruncie panteizmu. Uważał zatem, iż Bóg przenika sobą wszystkie byty, one natomiast stanowią jego części. Stwórca jest więc obecny w każdym bycie, zwłaszcza zaś we wnętrzu człowieka. Obecność Boga w człowieku odbierana jest przez istotę ludzką jako wewnętrzne Słowo (głos Stwórcy). Słowo to daje człowiekowi „wewnętrzną wiedzę o Bogu”, tak więc aby poznać Boga człowiek nie potrzebuje ani pośrednictwa Kościoła, ani nawet Pisma Świętego; wystarczy, jeśli wsłucha się w samego siebie. Według Mϋntzera Biblia spełnia tylko rolę księgi podającej przykłady ludzkich zachowań oraz podręcznika ćwiczącego rozum, ale nie normy wiary, gdyż ta pochodzi jedynie z wewnętrznego Słowa Boga znajdującego się w człowieku.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, iż takie stanowisko idzie znacznie dalej w negacji autorytetów chrześcijańskich w sprawach wiary niż poglądy Lutra. Jak wspomniałem Luter zanegował w 95 tezach autorytet papieża i Kościoła oraz zindywidualizował wiarę kładąc nacisk na bezpośrednią relację człowieka do Boga. Jednak w miejsce absolutnego autorytetu Kościoła i papieża wprowadził Luter absolutny autorytet Biblii, która stała się dla niego jedyną normą i źródłem wiary (zasada sola Scriptura – jedynie Pismo). Jak widzimy Mϋntzer zanegował zasadę sola Scriptura twierdząc, iż źródłem wiary człowieka jest jego indywidualne przeżycie religijne, wewnętrzny głos rozbrzmiewający w człowieku, nazwany przez niego Słowem Boga. Oznacza to, że moja wiara nie jest zależna ani od Kościoła, ani nawet od autorytetu Pisma Świętego. W ten sposób nad człowiekiem nie stoi już nikt, kto mógłby mu nakazywać, w co i jak ma wierzyć, bowiem źródło wiary jest w nim samym. Oto teologiczny anarchizm Mϋntzera w zakresie nauki o poznaniu Boga!

Pomimo, iż Słowo Boga rozbrzmiewa we wnętrzu człowieka, to jednak istota ludzka często zamyka się na głos Stwórcy. Dzieje się tak wtedy, gdy człowiek oddaje się bez ograniczeń swojej zmysłowości, patrząc na świat jak na miejsce nieustannej konsumpcji. Przez zmysłowość ludowy reformator rozumiał skłonność do afirmacji własnego „ja” kosztem innych ludzi. Bogacz bogacący się kosztem swoich poddanych i kochający bardziej wygodne życie niż ludzi jest człowiekiem oddanym nieograniczonym pragnieniom zmysłowym, trudno mu więc usłyszeć głos Boga. Z tego powodu – głosił Mϋntzer – bliżej bożej prawdy jest ubogi lud, gdyż bogactwa nie zagłuszają w ludziach ubogich wewnętrznego Słowa Boga.

Zdaniem Mϋntzera Słowo wewnętrzne rozbrzmiewające w ludziach oznajmia im Bożą wolę, jest więc źródłem Prawa Bożego, które nie pochodzi z nakazów Kościoła, przepisów zawartych w Biblii, ale wypływa z wnętrza człowieka. Prawo moralne jest więc we mnie, a nie w księgach świętych lub na kazalnicach. Prawo to zmierza do ustanowienia w świecie sprawiedliwych stosunków społecznych opartych na powszechnym braterstwie, potępiając egoistyczną chęć zaspokojenia pragnień ludzkich cudzym kosztem. Prawo Boga wypisane we wnętrzu człowieka nakazuje budowę społeczeństwa, w którym każdy będzie żył z własnej pracy, a nie z pracy innych. Feudałowie i broniący ich teolodzy na czele z „Bratem Wieprzem Tuczonym” (Lutrem) żyją wbrew temu Prawu, gdyż żyją z wyzysku ludu. Człowiek wsłuchany w głos Boga, wypełniający Boże Prawo aktywnie zwalcza system wyzysku, przybliżając przez to Królestwo Boże. Królestwo Boże – głosił Mϋntzer – staje się tu i teraz na Ziemi dzięki czynom ludzi wypełniających wolę Boga. Nie należy zatem szukać Królestwa Bożego w idealnej, duchowej krainie, gdyż ono znajduje się pośród tych, którzy wsłuchują się w rozbrzmiewające w nich Słowo. Nie powinno się biernie czekać na Jego przyjście, lecz należy pracować nad zmianą stosunków polityczno – społecznych, gdyż początkiem Królestwa Bożego na ziemi będzie zniesienie instytucji państwa i władzy feudałów. Ludzie walczący o zniesienie tych instytucji są aniołami Boga przynoszącymi na świat Królestwo Boże. Aniołowie Boga to przedstawiciele biednego, uciskanego ludu, który cierpiąc pod jarzmem panów został oczyszczony od zmysłowości i grzechów, dlatego też Stwórca dał w ręce ludu miecz i powierzył dokonanie sądu nad wyzyskiwaczami. Prawdziwi chrześcijanie, inspirowani głosem Boga rozbrzmiewającym w ich sercach, powstaną i chwycą za miecze, aby w walce zbrojnej położyć kres nieboskiemu systemowi. Rewolucja, której tak bardzo bał się Luter, w przekonaniu Mϋntzera nie tylko jest zgodna z wolą Boga, ale ma rozpocząć się z boskiej inspiracji, tak więc, gdy Rzesza Niemiecka została ogarnięta płomieniem ludowej rewolucji, Mϋntzer uznał, że zbliża się Królestwo Boże.

Przekonanie o rychłym nadejściu Królestwa Bożego podzielał Mϋntzer z wieloma ludźmi średniowiecza i współczesnymi sobie. Millenaryzm, czyli kierunek eschatologii chrześcijańskiej głoszący rychłe nadejście Królestwa Bożego, nasilający się na przełomie kolejnych stuleci, występował jednak także i wtedy, gdy kalendarz nie wskazywał daty granicznej. Czasy Mϋntzera, czasy rozpadu porządku średniowiecznego, czasy przemian mentalnych i gospodarczych, rodziły nastroje schyłkowe i obawy przed niewiadomą przyszłością. Wielkie wstrząsy w Kościele wyzwalały olbrzymie namiętności i pozwalały widzieć w adwersarzach ludzi odpowiedzialnych za rozłam w Kościele, przeto inspirowanych przez szatana. Wojny toczone między sobą przez władców chrześcijańskich pomimo rosnącego zagrożenia ze strony Turcji, pogłębiały apokaliptyczne nastroje u ludzi tamtych czasów.

Wszelako równocześnie z millenaryzmem rozwijał się także renesansowy humanizm, koncentrujący się na życiu ziemskim, kulturotwórczej działalności człowieka i na polityce. Przykładem takiej orientacji na sprawy ziemskie była twórczość Niccolo Machiavellego (1469 – 1527), odnoszącego się wzgardliwie do chrześcijaństwa, jako religii ludzi słabych.

Te dwie sprzeczne tendencje wywarły wpływ na umysłowość Mϋntzera. Buntowniczy teolog był z jednej strony przekonany o rychłym nadejściu Królestwa Bożego, w czym można dostrzec wpływy millenaryzmu, z drugiej zaś strony uważał, że Królestwo Boże zrealizuje się dzięki czynowi rewolucyjnemu ludu. Podkreślenie roli czynu ludzkiego w ustanowieniu nowego ładu, krytyka biernego wyczekiwania na ów ład, zbliża Mϋntzera do humanizmu afirmującego społeczną aktywność ludzi. W przeciwieństwie do millenarystów czekających pokornie na nadejście Bożego Królestwa, był Muntzer typem rewolucjonisty, działacza społecznego nakreślającego plan organizacji nowego społeczeństwa.

Wierzył, że po rewolucji zapanują na ziemi sprawiedliwe stosunki społeczne, co oznacza, że ludzie będą żyli w Bożym Królestwie, bowiem Królestwo Boże to nic innego jak właśnie świat urządzony sprawiedliwie. Środki produkcji przejdą w ręce mieszkańców poszczególnych miast i wsi, choć nie zostanie zniesiona własność osobista, wypracowana samodzielnie i zapewniająca godziwe życie. Własność taka ma służyć do zaspokojenia potrzeb jednostki, nie może jednak stać się narzędziem panowania nad innymi. W trakcie rewolucji zostanie zniesiona nie tylko władza feudałów, ale także instytucja państwa, ponieważ państwa podtrzymują antyboski system feudalny. Państwo powinno zostać zastąpione związkiem samorządnych społeczności lokalnych – uważał Mϋntzer – zarządzanych przez ogół mieszkańców. Wszelkie decyzje obowiązujące w takich wspólnotach powinny być podejmowane w ramach demokracji bezpośredniej, w ten sposób władza przejdzie z rąk możnowładców w ręce ludu.

Spoglądając na życie oraz twórczość Tomasza Mϋntzera należy stwierdzić, iż był on niewątpliwie prekursorem myśli anarchistycznej, jego poglądy i działalność zmierzały wszak do wyzwolenia człowieka zarówno w sferze wiary, jak i w sferze społeczno – politycznej. Oczywiście wielu współczesnym wolnościowcom jego ciągłe powoływanie się na Boga i doznania religijne może wydawać się obce, pamiętajmy jednak, że teolog z Zwickau tworzył w czasach, w których religia była czymś powszechnym i ważnym w życiu ludzi. Nie powinniśmy się zatem dziwić, iż jego rewolucyjny zapał znalazł podbudowę w przeżyciach religijnych i że został wyrażony językiem teologii. Gdyby jednak przełożyć pojęcia teologiczne używane przez Mϋntzera na język, którym posługiwali się klasycy myśli anarchistycznej, to okazałoby się, iż Mϋntzer nie odbiega od nich bardzo daleko. Wszak Królestwo Boże Mϋntzera, to po prostu świat zorganizowany według reguł anarchistycznych, świat bez władzy, w którym ludzie sami decydują o swoim życiu, a sąd aniołów bożych nad grzesznikami to ludowa rewolucja, o jakiej pisał chociażby Bakunin. Jak widać, u Mϋntzera religia była czynnikiem popychającym do walki, dającym ostateczne uzasadnienie czynu rewolucyjnego, stając się ideologicznym orężem do walki z feudałami. Z tego wynika, że religia sama w sobie nie musi być narzędziem wstecznictwa, gaszącym ducha walki, zaś to, jak zostanie spożytkowana, zależy w dużym stopniu od ludzi.


  Rafał Wieniawa


  *eschaton – W teologii określa się tak okres (eon) kończący historię człowieka, w którym Bóg położy kres wszelkiemu złu (tradycyjny koniec świata). Okres ten będzie trwać wiecznie, ponieważ zniknie w nim ludzki czas i historia, a Bóg będzie wszystkim we wszystkim. We współczesnej teologii większość tzw. poważnych teologów wstrzymuje się przed roztaczaniem szczegółowej wizji rzeczywistości eschatycznej, pojmując ją jako stan pełnej społeczności człowieka z Bogiem.
 ** Na Zachodzie wielu „postępowych” teologów ewangelickich odwołuje się do różnych odmian doktryny socjaldemokratycznej.
 ***Pamiętajmy, że większość ludzi w tamtych czasach traktowała kwestię zbawienia nader poważnie, dlatego też biedacy woleli raczej oddać swoje niewielkie dochody sprzedawcom odpustów niż cierpieć męki czyśćcowe.
 ****Mϋntzer także w innych kwestiach teologicznych zaczął odchodzić od Lutra.
 ***** To wystąpienie Mϋntzera znane jest jako Kazanie do książąt. Pełny tekst kazania można przeczytać po polsku w antologii: Myśl filozoficzno – religijna Reformacji w XVI wieku, Warszawa 1972, s. 168 – 197.


<< powrót