Sztuka na cenzurowanym


„Cenzura to reklama na rzecz państwa” – powiedział kiedyś Frederico Fellini. Jeśli tak, to Polska reklamuje się wybornie. Paradoks. W czasach komunizmu cenzura i ponury urząd na Mysiej była wpisana w organizację życia artystycznego i nikt się nie oszukiwał, że jest inaczej. I choć może się wydawać, że po roku 1989 i przemianach demokratycznych, kiedy z pozoru zaistniały lepsze okoliczności dla jej uprawiania, cenzura sztuki odrodziła się, jak głowa, która wyrosła hydrze. Nie chcę pisać jej kroniki. Podam parę spektakularnych przykładów. Cały czas ciśnie mi się jednak pytanie o przestrzeń dla wolnej sztuki. Czy w ogóle ma ona rację bytu w instytucjach publicznych?

Choć 73. art. „Konstytucji RP” każdemu zapewnia „wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury” Dorota Nieznalska, autorka instalacji „Pasja” pokazanej w gdańskiej Galerii „Wyspa” (14.12.01-20.02.02) została oskarżona przed sądem o „obrazę uczuć religijnych”. Instalacja składała się z trzech integralnych elementów: emblematu w formie krzyża z wpisanym weń wizerunkiem męskich genitaliów filmu wideo, w którym mężczyzna poddaje swe ciało męczącym ćwiczeniom na siłowni oraz stop klatki z tegoż filmu wyświetlanej z rzutnika slajdów. Dzień po zamknięciu wystawy, pod wpływem felietonu wyemitowanego przez TVN do galerii wtargnęli Gertruda Szumska i Robert Strąk, posłowie ultraprawicowej Ligi Polskich Rodzin. Pod groźbą użycia siły próbowali wymusić na artystce pokazanie pracy, która była już spakowana, artystka nie ulega i pracy nigdy nie zobaczyli. Do Prokuratury Rejonowej w Gdańsku złożyli zawiadomienie o popełnieniu przez nią przestępstwa. Na podstawie artykułu 196 K.K zarzuciła ona Dorocie Nieznalskiej publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej, że „obraziła uczucia religijne innych osób, tj. katolików poprzez w wyniku umieszczenia krzyżu, symbolu chrześcijańskim, zdjęć obnażonych, męskich genitaliów. Jak przyznali się zgłaszający pozew, nie obejrzeli nawet wystawy. Umieszczone na krzyżu genitalia dostrzegli w strzępach sensacyjnych relacji mediów. 18 lipca 2003 r. została skazana na karę sześciu miesięcy ograniczenia wolności „polegającego na wykonywaniu nieodpłatnie kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin w stosunku miesięcznym.” Wyrok nie jest prawomocny. Będzie apelacja.

Ten pierwszy, bezprecedensowy proces artysty w Polsce sprawił, iż niezbywalne prawo do wolności słowa, gwarantowane każdemu m.in. przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, stało się tylko martwym zapisem. Otworzył w kulturze polskiej zupełnie nowy, "posttotalitarny" rozdział. Jakby było mało, historii ciąg dalszy. Władysław Kaźmierczak, dyrektor Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku odwołał planowaną wystawę Doroty Nieznalskiej w Baszcie Czarownic. Uląkł się posła Strąka, który w liście do marszałka województwa pomorskiego Jana Kozłowskiego zażądał ocenzurowania wystawy. Na konferencji prasowej poseł zapowiedział, że powołane komitety obywatelskie będą sprawdzać zwartość wystawy i fotografować wszystkich wchodzących do galerii. Kaźmierczak nie pozostał też obojętny na całonocne czuwania w kościele, modlitwy wiernych w intencji nawrócenia Nieznalskiej oraz interwencje księży w Urzędzie Miejskim w Słupsku. Zarzucił artystce brak wyczucia sytuacji i działanie wbrew miejscowym katolikom. Jego zdaniem „sztuki nie można prezentować w atmosferze społecznych emocji”. Niezwykłe zachowanie człowieka, który niezwykle angażował się w sprawę artystki. Bronił jej na łamach swego portalu www.hysterics.art.pl, oburzony wyrokiem sądu pisał listy i zadedykował jej specjalny performance zaprezentowany w krakowskim Bunkrze Sztuki. W swym otwartym liście rozesłanym po portalach internetowych (m.in. www.spam.art.pl/ i www.raster.art.pl) napisał, że będzie ona musiała trochę poczekać, nim w Polsce powróci do galerii. Tylko jak długo i czy powróci kiedykolwiek? Jakby nie rozumiał, że dla artysty takie milczenie oznacza śmierć. Wykazał skrajne tchórzostwo i konformizm. Wybrał interes osobisty i prestiż własnej instytucji. Odwołanie wystawy nazwał „decyzją najlepszą z możliwych”. Dla kogo? Chyba tylko dla niego. Czy rezygnując z wystawy nie poświęcił on dobra wyższego, jakim jest walka o wolność słowa i wypowiedzi artystycznej? Co jest lepsze, a co gorsze? Wystawa Nieznalskiej, czy posada i kolejny festiwal performance z cyklu „Zamki wyobraźni”? Wanda Nowicka w artykule "Przepraszam Dorotę Nieznalską" opublikowanym w "Bez Dogmatu" (nr 57 / 2003) zarzuciła obrońcom Doroty niedostatecznie silny wyraz swej solidarności. Jednak totalną klęską w walce o wolność słowa i wypowiedzi artystycznej to dla mnie decyzja Kaźmierczaka. Być może jeszcze większa, niż sam wyrok. Wreszcie ktoś wyszedłby z niej zwycięsko, a praktykom cenzorskim powiedział stanowcze „nie”. Zdaje się potwierdzać fakt, iż w Polsce drzwi dla cenzury szeroko stoją otworem. Niedługo okaże się, że to w zasadzie wszystko jedno, co zrobi artysta, bo lada szaleniec wszystko uzna za próbę „obrazy uczuć religijnych”. Jak przyznała artystka multimedialna Anna Baumgart, nigdy nie robiła sztuki, która mogłaby kogokolwiek obrazić i jak dotąd nie została ocenzurowana. Ale pojawia się lęk przed skandalem, przed dotknięciem tematów, które budzą poczucie lęku, mogą być uznane za niebezpieczne. Wszystko, o czym się publicznie nie mówi: przede wszystkim religia, ale również seks, śmierć, AIDS i kalectwo. Teraz Baumgart robi pracę poświęconą histerii i innym formom autoagresji kobiet, które przez dłuższy czas siedzą same w domu. Podczas swej ostatniej wystawy w łódzkiej Galerii Manhattan Igor Przybylski na ścianach pokazał abstrakcyjne kompozycje wyklejone z ulotek agencji towarzyskich zbieranych na ulicach w Warszawie. - „Czuję zagrożenie cenzurą - powiedział. - Przy realizacji tej wystawy zastanawiałem się, czy będą wpuszczane osoby od 18 r.ż.? Czy ktoś mi nie zarzuci, że propaguję pornografię?”.

Zastanówmy się, dlaczego państwo nie lubi sztuki, ani artystów? Na indeksie znalazła się szczególnie z nurtu tzw. „sztuki krytycznej”. Atakując systemy władzy ograniczające wolność jednostki, zarówno totalitarne, jak i liberalne wyzwala ją. Jak definiuje ją krytyczka sztuki Izabela Kowalczyk, to sztuka, która falsyfikuje twierdzenia przyjmowane za aksjomaty. Stawia pytania w kwestiach, które dla innych są oczywiste. Wpisuje się w dyskurs Michela Faucault, który w „Narodzinach więzienia” napisał: „w krytyce o to idzie, by obnażyć milczące przesłanki, rozmaitego rodzaju nawykowe, bezkrytycznie przyjmowane, niedostrzegane sposoby myślenia, na których akcentowane przez nas praktyki się wspierają. (...) Uprawiać krytycyzm to tyle, co czynić łatwe gesty trudnymi”. Sztuka krytyczna zwraca się ku „Innym”, wykluczonym ze sfery wizualności. Twórcy ujawniają obszary tabu, to, co uznaje się za występne i nieprzyzwoite. Poszukują tożsamości marginalnych, eksponują ciała nienormatywne, których nie chcemy oglądać.

Publiczne muzea i galerie dawno przestały być miejscami przyjaznymi sztuce. Stały się przestrzeniami pełnymi opresji, symbolem ucisku i kontroli. Kierujący nimi oraz władze akademii sztuki występują przeciw artystom wtedy, gdy powinni ich bronić. W chwili ataku zwykle są pozostawiani sami sobie. Po nagonce na „Pasję” Senat gdańskiej ASP po 12 latach działalności Galerii „Wyspa” w tym miejscu ostatecznie wypowiedział jej wynajmowany lokal. Kiedy powiedziałam, że nie chcę mieć nic wspólnego z państwem, które skazuje artystów za uprawianą przez nich sztukę, Wojciech Krukowski, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie zapytał się: „Tylko, czy to, co robi Nieznalska, jest sztuką?” Bez komentarza. Krukowski jako jeden z pierwszych cenzurował artystów, już w 1994 r. nie dopuścił do wystawy prac Grzegorza Klamana z preparatami anatomicznymi „Emblematy” w CSW argumentując, że „obrażają jego uczucia religijne”. „Emblematy” rozważające zagadnienia ciała dyskursywnego w kategoriach filozofii Foucault w istotny sposób zwracają uwagę na relacje pomiędzy tym, w jaki sposób wiedza o ludzkim ciele jest dystrybuowana przez systemy władzy. Włodarze instytucji sprawują dozór merytoryczny chętnie ingerując w wymowę prac. Konstanty Kalinowski, dyrektor Muzeum w Poznaniu wypaczył sens instalacji „Dom i muzeum” Zofii Kulik. Zbigniew Libera zainteresowany demaskowaniem mechanizmów kultury pop, która zawłaszcza wszystko. Zaproszony wraz z Zofią Kulik na Biennale Weneckie w 1997 r. zaproponował obóz koncentracyjny w Auschwitz wybudowany z klocków „Lego”. Zaskoczony kurator Jan Wojciechowski poprosił o coś innego. Nie spodziewał się pracy, która mogłoby uderzyć w majestat pawilonu narodowego. Mimo negocjacji swego marszranda Libera odmówił i na Biennale pokazała się tylko Zofia Kulik. Michał Ujazdowski, ex-minister kultury zażądał komentarza do wystawy „Naziści” Piotra Uklańskiego w Zachęcie. By odsłonić chorobliwą fascynację nazizmem we współczesnej kulturze masowej, na ścianie galerii z fotosów aktorów w hitlerowskich mundurach wykleił barwny fryz. Jeden z nich, Daniel Olbrychski w asyście kamerzystów wtargnął do galerii i szablą zdewastował wystawę (Za pieniądze podatnika, gdyż ten żałosny spektakl rejestrowała telewizja publiczna!) Ekspozycję zamknięto, kiedy Uklański nie zgodził się na żadne komentarze. Doceńmy tu postawę dyrektor Andy Rottenberg, która z determinacją broniła pracy ryzykując swe stanowisko. Ostatecznie utraciła je na fali nagonki po prezentacji „Dziewiątej godziny” Maurizio Catellana (realistyczna figura papieża powalonego przez meteoryt). Aneta Szyłak, założycielka i pierwsza dyrektorka Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku tworzyła tam w latach 1998-2001 jedyny w Polsce ośrodek zajmujący się konsekwentnie sztuką krytyczną i zaangażowaną społecznie. Wielokrotnie poddawana presji cenzorskiej nigdy nie ustąpiła pod naciskami urzędników ani partii politycznych. Sprawę przed kolegium w Gdańsku o pokazywanie „Piramidy zwierząt” Katarzyny Kozyry w 2000 r. wygrała. W 2001 r., po wielomiesięcznej nagonce została jednak usunięta ze stanowiska.

Zwalnianie z pracy niewygodnych kuratorów domagających się niełatwej prawdy sztuki, przy braku wsparcia ze strony rządzących ministrów stało się w Polsce niemal regułą. W 2001 r. dr Kazimierz Piotrowski, kurator warszawskiej Królikarni – Muzeum Xawerego Dunikowskiego, oddziału Muzeum Narodowego, został zmuszony do dymisji po tym, jak w prywatnej, brukselskiej Galerii 340 Atelier Muzeum pokazał wystawę „Irreligia”. Została ona zmanipulowana przez grę polityczną. Choć mało kto z Polski widział, politycy, przedstawiciele kleru i niektóre media zaocznie uznały, że jest zdrożna. Poświęcono ją potrzebie tolerancji, głęboko zakorzenionemu w kulturze europejskiej bluźnierstwu, tym którzy przestali wierzyć lub wierzyli inaczej oraz apostazja, czyli odpadnięcie od religii. Trudno wyobrazić sobie wystawę w polskich realiach, choć może dobrze byłoby ją sprowadzić do kraju, w którym artystów skazuje się za tzw. „obrazę uczuć religijnych”. (Nota bene w wystawie brała również udział Dorota Nieznalska.) Co znamienne, prace pokazano w czynnym kościele na zaproszenie katolickiego proboszcza Marca Scheerensa. Jego zdaniem religia psuje ludzi, a głosicielem irreligii i potrzeby wyśmiewania się z religii był sam Chrystus. Natomiast Henri Simons, radny z partii zielonych wyznający wartości laickie udostępnił na wystawę świątynię zdesakralizowaną. „Ministerstwo Kultury nie będzie angażować się ani organizacyjnie, ani finansowo zarówno na terenie kraju, jak i za granicą w żadne przedsięwzięcie, które może ranić uczucia wierzących – zadeklarował minister Andrzej Celiński. - Tolerancja dla inności nie może być przyzwoleniem na jej znieważanie”. Czyich interesów bronił, wymijająco mówiąc o obrazie uczuć religijnych w kontekście sztuki? Wystawa spotkała się z gwałtownymi atakami konserwatywnych katolików. Do żywego dotknęła Paulinów z Jasnej Góry, Episkopat Polski i prymasa Józefa Glempa. Inicjatorem nagonki na polskich artystów stał się Krzysztof Skotnicki ze Stowarzyszenia Polsko-Belgijskiego. Poruszyła go wypożyczona z Muzeum Narodowego w Warszawie okładka „Tanga”, na której Adam Rzepecki domalował wąsy Matce Boskiej Częstochowskiej oraz wielokrotnie pokazywany obraz Marka Sobczyka „Biczowanie”. (Celiński nazwał je "Samobiczowaniem" idąc za interpretacją Belgów, jakoby przedstawiał katujących Chrystusa Żyda i Araba, do których rzekomo podobni są biczownicy na obrazie). Z ekspozycji czasowo usunięto również „Termofory” – instalację Roberta Rumasa, w której figurę Matki Boskiej przytłoczyły worki z wodą oraz „Wniebowzięcie” Aleksandry Polisiewicz (zarzut drwiny w Całunu Turyńskiego). Instytut Adama Mickiewicza, który w tym czasie również zorganizował wystawę sztuki polskiej w ramach oficjalnych obchodów „Europaliów”, gwałtownie odciął się od „Irreligii”. Po interwencji posłów z Ligii Polskich Rodzin i donosów o popełnienie przestępstwa dr Piotrowski jako kurator składał wyjaśnienia w prokuraturze.- „Dlaczego politycy, rezygnując z cenzury, łudzą artystów szczęściem prawa do wyboru, a de facto narażają ich na oskarżenia o obrazę uczuć religijnych i procesy karne, na więzienie czy przymusową darmową pracę na rzecz społeczeństwa, gdy z tego prawa zaczynają korzystać?” – pyta się trafnie Piotrowski. Zamiast zasięgać rad kuratorów, politycy nie i rozprawiają się z niewygodną sztuką, zgromadzoną za publiczne pieniądze.

Według Rosalyn Deutsche sztuka krytyczna pada ofiarą „agorafobii” - wykluczeniu z przestrzeni publicznej. Zawłaszcza ją ten, kto ma dostęp do władzy i mediów. Galeria „Arsenał” w Poznaniu zrezygnowała z pokazu przygotowanej już realizacji wideo „Arbeitsdisziplin” młodego, poznańskiego artysty Rafała Jakubowicza. Zdaniem polskiego oddziału Volkswagena zdjęcia nakręcone w podpoznańskiej siedzibie firmy eksponujące jej logo i ogrodzenie z drutami kolczastymi (kojarzącymi się z ogrodzeniem obozu) naruszyły jej dobre imię. Publiczna galeria uległa kapitalistycznemu koncernowi próbującemu wymazać niewygodną dla siebie przeszłość, choć wspieranie przez niego armii hitlerowskiej jest faktem. Pozwoliła sobie dyktować, co może pokazać, a czego nie. Razem z władzami miasta i ASP przywołała artystę do porządku, po czym szybko umyła ręce. Praca odrzucona z wystawy pod pretekstem zbyt późnego jej dostarczenia trafiła na poznański „Rozbrat”. Cenzura dotyka też sztuki tykającej symboli kultu religijnego. W 1994 r. dyrektor Krukowski nie pokazał fotografii „Piss Christ” Andrea Serrano ukazującej krucyfiks zanurzony w urynie. Podczas wystawy 18. Międzynarodowego Biennale Plakatu (4.06-29.09.2002) z ekspozycji znikły dwie nagrodzone prace. Francuz Alain Le Quernec w plakacie „Henri. W hołdzie Toulouse Lautrec’owi” na jaskrawoczerwonym ukazał zdeformowane, karłowate ciało malarza w pozie ukrzyżowanego Chrystusa. Na plakacie „ICON 2000” Dominika Różańska przetworzyła wizerunek Madonny – ikony polskiego katolicyzmu popularnej w malarstwie religijnym. Charakterystyczną sylwetkę z obrazu „Madonny Częstochowskiej uformowały dwie odpowiednio nałożone na siebie czerwone butelki coca-coli, symbolu amerykańskiej kultury masowej. Okazało się, że po pikiecie zwolenników Radia Maryja dyrektor Maria Kurpik dla świętego spokoju kazała schować je do pomieszczenia na zapleczu galerii. Po to, aby obejrzeć prace, o których można się było dowiedzieć z chaotycznych strzępów przekazów żądnych sensacji mediów widz musiał się upokarzać i prosić pani kasjerki o katalog. To chyba jeszcze gorsze, niż całkowite zdjęcie z wystawy. Sztuka została strywializowana do poziomu przeglądanej po kryjomu pornografii.

Cenzura dotyka również sztukę będącą modelową lekcją tolerancji. Przełamując społeczne tabu amerykańska fotograficzka Nan Goldin zwraca się ku „Innym” wykluczonym z życia wielkomiejskich społeczności: nałogowym alkoholikom, jej znajomych z grup subkulturowych, homoseksualistom, lesbijkom, transwestytom i prostytutkom. Przyznając się otwarcie do swego biseksualizmu, przygląda się różnym formom miłości: heteroseksualnej, lesbijskiej, homoseksualnej. Przyznaję się: nieco się zdziwiłam, kiedy dowiedziałam się o planowanej wystawie zdjęć Goldin w CSW, gdyż pamiętam, jak w 2000 r., podczas wystawy współczesnej sztuki japońskiej pt. „Gendai” dyrektor nie zgodził się na pokazanie kilku zdjęć erotycznych Nobuyoshi Araki, które pozaklejał białymi kartkami. I tym razem pomyślał o wszystkim. Obawiając się konfrontacji widowni z co „odważniejszymi” aktami i scenami miłości homoseksualnej po konsultacji prawniczej wystawę opatrzył informacją, iż „są na niej eksponowane również i takie prace, które przedstawiają m.in. motywy seksualne (sic! – podkreślenie moje – A.M.W.), mogące być uznane za drastyczne.” Zakazał jej fotografowania. Udostępniwszy ją jedynie widzom pełnoletnim, zadecydował za rodziców, którzy to najlepiej wiedzą, jakie treści powinny być dostępne dla ich dzieci. Nan Goldin dowiedziała się o tej decyzji dopiero na konferencji prasowej. Jak przyznała się oburzona, w żadnym kraju nie pytano się jej tyle razy, czy zamierza pozostawić co bardziej „drastyczne” prace. (Dyrektor Krukowski oczywiście gwałtownie zaprzeczył, jakoby cokolwiek zamierzał zdjąć.) – „Dopilnujcie, by ich nie zdjęto po moim wyjeździe” – poleciła dziennikarzom. Swoją drogą ta restrykcja o homofobicznym podtekście ciekawie się miała do towarzyszącego wystawie programu edukacyjnego pod patronatem ONZ-owskiego programu United Nations Developement Programme (UNDP), który upowszechniał wiedzę o HIV/AIDS i mniejszościach seksualnych! To skrajny przejaw obłudy. Swą decyzją Krukowski pozwolił się cofnąć Goldin do 1981 r. Wtedy to w dotkniętym wirusem HIV Nowym Jorku konserwatywni politycy próbowali zamknąć zorganizowany przez nią publiczny pokaz slajdów „The Electric Blanket” oraz wystawę prac artystów chorych na AIDS w „Artists Space”, której była kuratorem. Artystka adresowała warszawską wystawę szczególnie do nastoletniej publiczności. Robiąc zdjęcia do słynnego cyklu „Ballada o seksualnej zależności” („Ballad of Sexual Dependency”) miała zaledwie 17 lat, dlatego instytucjonalny komentarz towarzyszący wystawie zepchnął nagość i seksualność do sfery tabu.

Proces Nieznalskiej okazał się totalną klęską polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zdaniem Grzegorza Klamana, nauczyciela artystki i twórcy „Wyspy” powołanego na świadka obrony, sprawa była przegrana już w pierwszej instancji. Sędzia Zieliński od początku był stronniczy i nie ukrywał swych sympatii prawicowych. Ostatnia jego sentencja przejdzie do historii. – „Do sprawy musiało dojść prędzej, czy później. Kogoś trzeba było nauczyć. Źle się tylko stało, że trafiło na Dorotę, bo praca nie zasługiwała na taką uwagę. Proces ujawnił słabość systemu i to, że coś z tym trzeba zrobić.” Paradoksalnie ujawnił pełne luk prawo. Jest ono tak skonstruowane, że pozwala państwu na wywieranie opresji. Wprowadzenie zasady kontratypu do konstytucji w skrajnych przypadkach pozwoliłoby wybronić artystę. To sytuacja, kiedy następuje kolizja dwóch dóbr jednocześnie chronionych prawem. Atak na jedno z nich, np. zdrowie i życie ludzkie, mienie, wolność, nietykalność cielesną itp. byłby usprawiedliwiony społeczną koniecznością ochrony drugiego, kolidującego z nim dobra - wartości estetycznych i kulturalnych sztuki. Szkoda też, że wszechwiedzący sąd nie powołał do sprawy biegłych. Być może odróżniłby krzyż – przedmiot kultu od silnie uproszczonej, przypominającej go formy, podobnej co najwyżej do równoramiennego krzyża greckiego lub krzyża kosmicznego, na co wskazała Aneta Szyłak, świadek obrony. Nie wszystkim „w polskim kręgu cywilizacyjnym kojarzy się on jednoznacznie z męczeńską śmiercią Chrystusa”, jak czytamy w uzasadnieniu wyroku. Artystka została oskarżona na podstawie pozwu ignorantów, którzy zupełnie nie zrozumieli jej pracy. Nie zauważyli tego, że tematem „Pasji” stało się mordercze dyscyplinowanie ciała i dochodzenie poprzez mękę (czyli „pasję”) do męskości, której domagają się wzorce kultury masowej. Słowo „pasja” oznacza nie tylko „mękę”, ale również „poświęcenie się czemuś”. Mówi się przecież „robić coś z pasją”. Zawłaszczany symbol krzyża szczególnie często podlega manipulacji. Staje się narzędziem w ręku politycznych populistów, którzy mienią się jego obrońcami. Przypomnę tu inspirowaną wydarzeniami wojennymi w b. Jugosławii pracę „Więzy krwi” Katarzyny Kozyry, pokazanej w na bilboardach w ramach projektu Galerii Zewnętrznej AMS. Pod wpływem ataków ze strony lokalnych władz ocenzurowała ją. Zakleiła częściowo formy krzyża i półksiężyca z nagimi postaciami, symbolizującymi ofiary bratobójczych walk. W istocie galeria zawłaszczyła sobie znaki międzynarodowych organizacji humanitarnych: czerwonego krzyża i półksiężyca. Dlaczego sąd, organ rzekomo niezawisły, skazuje artystów ulegając presji wywieranej przez różnych politycznych doktrynerów, którzy cynicznie wykorzystują ludzki strach i emocje do gry politycznej. cynicznie wykorzystują ludzki strach i emocje do gry politycznej? Dlaczego ulega faszystowskim pogróżkom „aktywistów” Młodzieży Wszechpolskiej, którzy na stronach portalu „Trojmiasto.pl” upowszechniają anonimy? Takich artystów, jak Dorota chcą „wieszać” i „golić im głowy, jak to czyniono kobietom, które utrzymywały stosunki z Niemcami”!

Artyści broniąc swej sztuki przed cenzorską polityką państwa, coraz częściej szukają dla niej alternatywnych przestrzeni. Omijają oficjalne instytucje. Tworzą dla niej nowe, niezależne nisze (np. Fundacja Wyspa Progress w Gdańsku prowadzona przez Anetę Szyłak i Grzegorza Klamana, Muzeum Artystów Ryszarda Waśki w Łodzi, Warszawski Aktyw Artystyczny założony przez grupę artystów ze Zbigniewem Liberą na czele.) Koło historii zatoczyło pełen obrót i jak u schyłku komunizmu w latach 80. artyści zeszli do podziemia. A co z obiegiem zinstytucjonalizowanym? Skoro sztukę spycha się do podziemnego getta, po co jeszcze istnieją oficjalne muzea i galerie? Łożymy na nie, a ich program nie odpowiada naszym potrzebom. Ten odbiorca, który lubi narażać się na dyskomfort myślenia, nie boi się niewygodnych pytań o ciało, religię, mechanizmy władzy i konsumpcji, jest poza nawiasem społeczeństwa. Dla władzy lekceważącej jego wielogłosowość to monolit. Stale odbiera prawo do wolnego wyboru, który czyni jednostkę bardziej otwartą. Jakie ma ona możliwości obrony i bojkotu systemu, w którym przychodzi mu tkwić? Marzę o otwartym społeczeństwie zdolnym do subwersji i obywatelskiego nieposłuszeństwa. Niepodatnym na wszelkie formy cenzury sztuki i ograniczenia swobody myśli. Dorotę dostrzeżono już w obiegu międzynarodowym. Kto pierwszy odważy się zrobić jej wystawę w Polsce?


   Agnieszka Maria Wasieczko


<< powrót