"Navinki" Białoruś


Nasz wschodni sąsiad, Białoruś, to chyba już ostatni kraj europejski gdzie panuje swego rodzaju dyktatura. Aleksander Łukaszenko, prezydent Białorusi, z jednej strony chce zbliżyć się ku Zachodowi, a z drugiej stosuje metody walki z opozycją wyjęte niczym z czasów świetności Radzieckich Sowietów. Jedną z takich metod jest kneblowanie gęby tym, którzy mają jeszcze odwagę krytykować białoruski system polityczny i jego czołową postać jaką jest pan Łukaszenko.

Od pięciu lat na Białorusi ukazywało się polityczno-satyryczne pismo „Navinki” wydawane przez ludzi związanych z białoruskim ruchem anarchistycznym. Pismo to cieszyło się sporym powodzeniem wśród zwykłych zjadaczy chleba, krytykowało ono nie tylko autorytarny reżim Łukaszenki, ale również białoruską oficjalną opozycję. Taka sytuacja nie mogła trwać w nieskończoność...

20 maja Pauluk Kanavalchyk - jej redaktor naczelny, dostał nakaz wstawienia się przed sądem w charakterze oskarżonego w związku z "dystrybucją informacji, które dyskredytują honor i godność prezydenta". Bezpośrednim powodem wszczęcia postępowania przeciwko Kanavalchykowi był jego artykuł z 20 marca 2003 r., w którym domagał się radykalnej zmiany w mentalności Białorusinów jako podstawy do podjęcia skutecznych działań zmierzających do obalenia rządów Łukaszenki w ich kraju. Artykuł zawierał w sobie sporą dawkę ironii i satyry, które miały również związek z faktem uznania przez OBWE ważności wyborów parlamentarnych na Białorusi. Po krótkiej rozprawie bez udziału dziennikarzy i obserwatorów zagranicznych, których władze białoruskie nie dopuściły do procesu, Kanavalchyk został skazany na grzywnę w wysokości równoważnej 700 euro odpowiadającej 7 dobrym pensjom. Następnego dnia "Navinki" otrzymały pismo z naganą i ostrzeżeniem pochodzące z ministerstwa informacji, które uznało, iż opublikowanie przez gazetę dwóch zdjęć prezydenta Łukaszenki z nieprzychylnymi mu komentarzami, tak jak poprzednio, znieważa głowę państwa i stanowi wykroczenie przeciwko prawu o prasie i innych masmediach. 22 maja gazeta ponownie została ukarana naganą w związku z jej publikacjami zatytułowanymi "Opium dla ludu" oraz "Analiza", które wyśmiewały sposób pojmowania moralności przez większość społeczeństwa białoruskiego. Zgodnie z białoruskim prawodawstwem, po dwóch naganach każda gazeta może zostać zamknięta przez władze. Po rozprawie sądowej i dwóch ostrzeżeniach za artykuły na przestrzeni zaledwie dwóch miesięcy, nie ma żadnych wątpliwości, że mamy tu do czynienia z zaplanowaną kampanią rządu przeciwko „Navinkom”, a jej celem było zamknięcie gazety. Dodatkowo doszło do absurdalnej sytuacji, kiedy to komornik zajął majątek redaktora naczelnego „Navinek” znajdujący się w mieszkaniu jego rodziców, przy czym P. Kanavalczyk nie mieszka tam już od 10 lat! Zajęte rzeczy musiały zostać wykupione przez swych prawowitych właścicieli.

Wszystkie wszczęte przeciwko gazecie postępowania nie miały żadnych podstaw prawnych i dlatego też redakcja gazety postanowiła walczyć z absurdalnością zarzutów. W sprawie „Navinek” w wielu miastach całego świata, w tym też w kilku miastach Polski, odbyły się wiece protestacyjne oraz wysyłano protesty do placówek dyplomatycznych Białorusi.

Sprawa „Navinek” to tylko jedna ze spraw tyczących się łamania prawa do wolności słowa na Białorusi, w kraju tym władze zamknęły już zdecydowaną większość prasy opozycyjnej, na szczęście nie wszyscy się poddają, i tak jak redakcja „Navinek”, walczą o prawdziwą wolność słowa!


  na podst. Ulica #51 i informacji własnych: ( Kr.)


<< powrót